+ Odpowiedz na ten temat
Pokaż wyniki od 1 do 7 z 7

Temat: Żyć z myślami samobójczymi

  1. #1
    Benito jest nieaktywny
    Nowy użytkownik
    Zarejestrowany
    Nov 2016
    Postów
    1

    Żyć z myślami samobójczymi

    Witam,

    Najprościej rzecz ujmując, coś jest ze mną nie tak. Nie mam pojęcia gdzie się z tym wybrać, czy do psychologa, psychiatry, rodzinnego, czy może księdza albo jakiegoś innego rabina. Ze znalezieniem chirurga byłoby mi łatwiej, bo ze względu na moje zamiłowanie znam wszystkich w mieście, ale oni raczej nie wyleczą myśli samobójczych
    Ostrzegam również, że mogę trochę pluć jadem, ponieważ na co dzień nie mam z kim rozmawiać o tym co się dzieje tam w środku mojej głowy.

    Mam 22 lata, jestem młody, silny, inteligentny, pracowity itp itd. Fajnie, nie? Nie.

    W sumie to nawet nie wiem po co ja tu piszę, wiem, że powinienem iść do specjalisty, ale przede wszystkim chciałem z kimś pogadać, choćby tutaj, na forum.
    Nie ma osob z którymi utrzymywałbym teraz kontakt. Mieszkam z matką, ale rzadko się do siebie odzywamy. Jest starszą kobietą, ciężko jest jej znaleźć prace, także dom jest na moim utrzymaniu. Z ojcem nie mam kontaktu, bo nie żyje, co swoją drogą cholernie cieszy moją matkę i siostry. Apropo sióstr, z nimi też nie utrzymuje kontaktu. Jedna z nich odzywa się do mnie tylko gdy coś chce (dlatego nigdy od niej nie odbieram). Z kolei druga jest wariatką, zresztą nic dziwnego, skoro w wieku 16 lat została zgwałcona przez mojego ojca. Ta druga w byciu debilem opanowała poziom mistrzowski, ona potrafi nawet uciec z własnego domu. Dziadków nie mam bo się do mnie nie przyznają (jestem nieślubnym bękartem), a dalsza rodzina rozkradła pół majątku mojego ojca, także im też chuj w dupę Myślę że sprawę bliskich już wyjaśniłem - nie mam, a nawet jakbym miał, to gardzę.

    Strasznie nie lubię ludzi, w sumie to ich nienawidzę (tak, wiem że wy też nimi jesteście). Nie to że jestem jakiś aspołeczny, co to to nie... Pracuję w firmie handlowej zajmującej się hurtem na dużą skalę. Posiadam odpowiedzialne stanowisko gdzie cały czas utrzymuję kontakt z różnymi ludźmi (od klientów, przedstawicieli handlowych po właścicieli firm i partnerów biznesowych mojego szefa). Jak już zahaczyłem o prace, to dodam że nie jest zła, w sumie to jest wymarzona (nie ironizuje). Może was to zdziwi, ale wracam z roboty z myślą "Kurwa jeszcze tylko spać i znowu mogę iść do pracy". Jakbym mógł to bym zostawał tam 24h na dobe. Nie zarabiam milionów, a po wydatkach na dom, dla siebie nie mam zbyt wiele, ale po prostu czuję się tam potrzebny i to sprawia, że lubię tam chodzić. Jeśli po pracy nie mam treningu, to nie robię zupełnie nic. Po prostu leże/siedze sobie i patrzę w ścianę, czasami jak mam ochote popłakać to przypominam sobie chwile z dawną ukochaną, częściej jednak myślę o ludziach których nienawidzę, a jest ich sporo.

    Przepraszam za chaos, piszę to całkowicie spontanicznie, intuicyjnie, i impulsywnie. Od około czterech lat mam myśli samobójcze, to znaczy tak mi się wydaje, bo to chyba nie podlega autodiagnozie. Tak czy siak myślę o tym, raz rzadziej, raz częściej. Nie ma konkretnego powodu, nie czuję że coś mnie przerasta. Po prostu, najzwyczajniej w świecie nie chcę żyć. Świat ludzi nie jest dla mnie, oni wszyscy są źli, krzywdzą, okłamują... Wszyscy zasługują na ból i cierpienie. Przepraszam jeśli kogoś uraziłem, ale to mi akurat tak samo wychodzi. Tak samo nie zrozumcie mnie źle, ja tutaj zupełnie nic nie wyolbrzymiam, po prostu mam taki styl pisania po którym można odnieść mylne wrażenie. Np nie wiem czy dla innych jest to wyobrażalne, ale odkryłem patent na bezsenność. Nie mogąc przestać myśleć o swoich życiowych porażkach, cierpieniu i żalu do całego świata, katowałem się nocami. Płacząc i kurwiając z bezsilności aż do świtu. Wiecie jak udało mi się zwalczyć ten rodzaj bezsenności? Ukierunkowywałem swoje myśli w jedno miejsce, szyje. Czemu? Nichuja nie wiem, ale kiedy leżąc z zamkniętymi oczyma wyobrażałem sobie pętle zaciskającą sie na mojej szyi, czułem ulgę i usypiałem.
    Często to sobie wizualizuje, bardzo często.

    Nie potrafię określić co bym chciał od życia. Na pewno nie chcę być szczęśliwy, tak jak co drugi idiota na tym padole. Chciałbym być przez kogoś kochanym, fajnie jest być kochanym. Dlatego na urodziny (mam za równo miesiąc) sprawiam sobie pieska w którego potem przeleje całą miłość i uwagę jaką tylko posiadam. Chciałbym też bratniej duszy w drugim człowieku, chciałbym móc mieć z kim pogadać. Chciałbym kogoś kto by ze mną wytrzymał. Ale zejdźmy kurwa na ziemie, nie dla psa kiełbasa
    O! Na pewno nie chcę też pracować. Jeżeli dożyję do 24 roku życia, to rzucam pracę. Ojciec gwałciciel po śmierci zostawił mi spory kawał ziemi, warty około miliona. Powinienem do tego dostać jeszcze kilka samochodów typu mercedes, bmw itp itd, ale podpierdoliła je dalsza rodzina. Mniejsza.. Zamierzam tą ziemie sprzedać, gdy tylko minie pięć lat od śmierci ojca (wtedy uniknę podatków), a potem zamierzam na śmierć zakatować się wszelkiego rodzaju używkami. Wiem że debilne, ale mówię całkiem serio.

    Chciałby ktoś coś poradzić? Cokolwiek? Powinienem o czymś jeszcze napisać?

  2. #2
    stalker8 jest nieaktywny
    Użytkownik
    Zarejestrowany
    May 2016
    Skad
    .wieś
    Postów
    895

    Chciałby ktoś coś poradzić? Cokolwiek? Powinienem o czymś jeszcze napisać?
    O seksie - jak z tym u Pana, proszę Pana. Bo brakuje do kompletu.

    A poza tym używasz "także", a powinno być: "tak, że", w kontekście tego co pisałeś wyżej (przyjrzyj się w którym miejscu - bodajże dwukrotnie) to są dwa odrębne słowa - nawet ja o tym wiem. Komunikacja to podstawa, ciężko nadrobić braki z dzieciństwa, ale jesteś młodszy ode mnie, więc przynajmniej próbuj, bo - się spalisz. W zasadzie już jesteś spalony. Jeżeli wchodzimy na jakieś forum, to wpierw warto je poczytać, przyjrzeć się jacy ludzie na nim przebywają i nie zaczynać od bluzgów - rozumiesz:
    Przeważnie ludzie, którzy administrują forum, zwłaszcza takim jak to, są na wyższym poziomie intelektualnym, niż posługujący się językiem w sposób jaki okazałeś.

    Natomiast druga możliwość jest taka, że ktokolwiek, kto zauważa tutaj moje ekscesy, założył ten temat, żebym widział jaki sam jestem.

  3. #3
    stalker8 jest nieaktywny
    Użytkownik
    Zarejestrowany
    May 2016
    Skad
    .wieś
    Postów
    895

    oni wszyscy są źli, krzywdzą, okłamują... Wszyscy zasługują na ból i cierpienie. [...]
    Nie potrafię określić co bym chciał od życia. Na pewno nie chcę być szczęśliwy, tak jak co drugi idiota na tym padole.
    A to wszystko, żeby zaspokoić swoje żądze - nie inaczej. Kto sprytniejszy ten ma. I bardziej bezwzględny - silny, po prostu. A kto tego nie pojmuje ten sam idiota, sam. Mogę/może się odszczekiwać na forum, ale na widok kija nie milknę jeszcze, skamlę. Zależny - to właśnie oznacza.
    Pisz, jak czujesz, nie zważaj na nich - i tak dopadną, albo porzucą, albo cokolwiek, byle najgorsze, gardzą. Nie ma ratunku, szacunku; szacunek to uznanie, więc tylko respekt. Okazujesz słabość, bezsilność... zastanów się:

    jak jest w świecie zwierząt? Czy silniejsze zważa na elokwencję słabszego? Słabsze odsłania brzuch, kładzie się na plecach; albo - gardło... czyż nie? Oczekuje tylko, żeby mu ustąpić - nic inaczej.

  4. #4
    stalker8 jest nieaktywny
    Użytkownik
    Zarejestrowany
    May 2016
    Skad
    .wieś
    Postów
    895

    Silniejsze - żeby mu ustąpić, słabsze, żeby je oszczędzić. Jeśli nie to znaczy, że nie wie co robi, albo nie chce żyć. Zmęczony i chory, piszę nieskładnie.

  5. #5
    Jaaa jest nieaktywny
    Użytkownik
    Zarejestrowany
    Mar 2016
    Postów
    244

    Cześć Benito Bardzo pięknie nienawidzisz życia i ludzi. I jedno i drugie na pewno jest mocno rozczarowujące, szczególnie jak się ma/miało taką rodzinę jak twoja. W nikim oparcia, wszyscy coś od ciebie chcą, a ty tylko harujesz, aby większość oddawać na utrzymanie innych (no i swoje). Nie wiem, co ci doradzić. Wizyta u specjalisty może pomoże, ale musiałby być dobry (psychoterapeuta), który wyciągnąłby z ciebie to, czego sam sobie nie jesteś w stanie uświadomić (np. czego naprawdę pragniesz i chcesz od życia). Zastanów się też, czy nie jesteś introwertykiem. Poczytaj o nich (nas).

    Moja rada jest taka:
    - zacznij robić coś dobrego dla innych (jak nie lubisz ludzi, to dla zwierząt, natury itp.). Dołącz do grupy ludzi, którzy bezinteresownie pomagają, pracują nieraz bardzo ciężko nie mając z tego nic, poza olbrzymią satysfakcją i poczuciem sensu w życiu. Możesz poszukać w Polsce albo wyjechać do innego kraju. Możesz zacząć od czegoś prostego, np. pracy jako wolontariusz w schronisku dla zwierząt (albo w jakimś azylu, masa tego). Możesz pracować z dziećmi w hospicjum, albo ze starszymi porzuconymi ludźmi w domu starości. Możesz dołączyć do osób chcących chronić środowisko, wyjechać i dołączyć do Greenpeace albo do innych mniej skomercjalizowanych stowarzyszeń i fundacji. Coś podnoszącego adrenalinę - walka z kłusownikami (w Polsce - zobacz LPM, albo za granicą). Budowa szkół dla dzieci w Afryce, nauka języka w Afryce czy innych biednych zakątkach świata. Teraz żyjesz dla nikogo (bo dla siebie z tego co czytam też nie bardzo masz chęć) - spróbuj żyć dla kogoś, dla większej idei. Jesteś zdolny i inteligentny (jak piszesz), możesz zrobić dużo dobrego.

    Na pewno też powinieneś wyprowadzić się z domu, przenieść się do kompletnie innego środowiska. Ludzie, którzy bezinteresownie pomagają innym nie powinni cię aż tak wkurzać (choć nie powiem, wielu z nich jest mało sympatycznych bo tak jak ty bardzo nie lubi ludzi), i myślę że warto, abyś poszukał grupy takich osób, z którymi będziesz się czuł dobrze i z którymi będziesz chciał działać, coś robić, iść naprzód.

    Pisałeś, że tak lubisz swoją pracę, a jednak piszesz, że nie chcesz pracować. Czyli chyba jednak aż tak ci się ona nie podoba - jeśli byłaby twoim powołaniem, to robiłbyś ją i za darmo z uśmiechem na ustach, mobilizowałaby cię do działania, do życia, nadawała by sens twojemu istnieniu. A tutaj kicha, nic takiego nie ma miejsca... Więc najwyraźniej ta robota to nie miejsce dla ciebie. Tak ją lubisz może tylko dlatego, że w porównaniu z całą resztą twojego życia jest najmniej nieznośna.

    Zastanów się, co naprawdę chciałbyś robić, co zawsze sprawiało ci największą radość, i zacznij się tym zajmować. Może czas pójść na studia..? Niekoniecznie w Polsce - zmiana środowiska, miejsca, powinna ci baaaardzo dużo dać. Twój plan zaćpania się na śmierć jest dość interesujący, ale nie po to masz życie, aby je tak koncertowo spieprzyć. Trochę szacunku do życia może, co? To najpiękniejszy dar, jaki można dostać. Możesz kształtować swoje życie jak tylko tego sobie zapragniesz, robić niesamowite rzeczy, oglądać przepiękne miejsca, brać udział w zachwycających wydarzeniach... Możesz robić co chcesz i gdzie chcesz, możesz się spakować i jutro polecieć do Kambodży uczyć tubylców angielskiego albo do Nowej Zelandii wrzucać wyrzucone na brzeg morza grindwale. Od ciebie zależy, co się stanie. Gdzie siebie widzisz za 10, za 20 lat? Gdzie chciałbyś być, co robić - co widzisz wokół siebie? Kogo? Jesteś taki młody, masz tyle możliwości przed sobą, a zrzędzisz jak stary dziad - nikt za ciebie twojego życia nie naprawi. Nie jesteś na swojej życiowej ścieżce, nie robisz tego, do czego jesteś "powołany", więc nic dziwnego, że jest w tobie tak wiele frustracji. Ona nie zniknie, póki nie trafisz na swoją ścieżkę. Nigdy - choćbyś wypalił całe zioło świata i wciągnął tonę kokainy. Póki twoje życie nie ma sensu, póki nie robisz tego, co jest twoim przeznaczeniem/powołaniem, nic cię nie uszczęśliwi.

  6. #6
    stalker8 jest nieaktywny
    Użytkownik
    Zarejestrowany
    May 2016
    Skad
    .wieś
    Postów
    895

    A ja nie mogę zrobić z moim życiem nic. Żałuję, że musiałem się wysługiwać ludziom, którzy mają mnie gdzieś, ciągle w tym tkwię. No, ale zasłużyłem sobie na to, a teraz mam uszkodzony mózg, więc się usprawiedliwiam. Nie wiem co to znaczy uczyć się, pracować, dążyć do czegoś, mieć cel. Tylko uciekać, udając przed sobą samym.

  7. #7
    stalker8 jest nieaktywny
    Użytkownik
    Zarejestrowany
    May 2016
    Skad
    .wieś
    Postów
    895

    dlaczego? Bo są inteligentniejsi ode mnie, rozwinęli inteligencję; zdrowi, młodzi, sprawni. Nie tolerują mnie, bo nic im nie chcę dać, bo nie mam, nie mogę, nie potrafię, nie dam rady. I zamiast cicho być.

+ Odpowiedz na ten temat

Podobne wątki

  1. Jak życ?
    Przez Nie zarejestrowany w dziale Forum ogólne
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 09-08-2015, 17:49
  2. Jak życ z Tatą- alkoholikiem?
    Przez kinderkowa w dziale Forum psychiatryczne
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 08-08-2014, 20:03
  3. jak żyć
    Przez Nie zarejestrowany w dziale Forum psychologiczne
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 04-21-2014, 13:19
  4. Problem z pamięcią i myślami
    Przez marcinrazdwa w dziale Forum psychologiczne
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 10-23-2013, 10:58
  5. Problem z myślami o chorobie
    Przez wiewioreqezg w dziale Forum psychiatryczne
    Odpowiedzi: 8
    Ostatni post / autor: 06-14-2013, 13:41

LinkBacks Enabled by vBSEO

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172 173 174 175 176 177 178 179 180 181 182 183 184 185 186 187 188 189 190 191 192 193 194 195 196 197 198 199 200 201 202 203 204 205 206 207 208 209 210 211 212 213 214 215 216 217 218 219 220 221 222 223 224 225 226 227