+ Odpowiedz na ten temat
Pokaż wyniki od 1 do 2 z 2

Temat: zwykła depresja, a może coś innego?

  1. #1
    Nie zarejestrowany
    Guest

    zwykła depresja, a może coś innego?

    Dzień dobry wszystkim, którzy czytają ten post.

    Mam 22 lata, wkrótce 23 i od około 9 lat borykam się z problemem, którego nie potrafię zrozumieć, ani sobie z nim poradzić. Nie jestem pewna też co może być przyczyną.
    Zacznę od faktu, że od około 9 lat systematycznie mam myśli samobójcze. Przeważnie raz w miesiącu dopada mnie silne uczucie beznadziejności. Jestem przekonana wtedy, że jestem do niczego, nic mi w życiu nie wychodzi, że jak się zabiję to problem sam zniknie, a nikomu i tak nie będzie szkoda, bo kto miałby płakać nad kimś tak beznadziejnym jak ja.
    Tego typu myślenie zaczęło się u mnie w okresie gimnazjum. Nie wiem dokładnie dlaczego tak się stało, wtedy wydawało mi się, że przyczyną może być brak przyjaciół. Nigdy nie miałam problemu z nawiązywaniem nowych znajomości, jednak jestem zupełnie beznadziejna w ich rozwijaniu i utrzymywaniu. Miałam wtedy jedną koleżankę, która jak po pewnym czasie się okazało, obgadywała mnie za moimi plecami. Wygadywała takie rzeczy, że szczęka opada, choć nie zrobiło to na mnie takiego wrażenia, bo skoro i tak nie mam znajomych, to przecież nie mogę ich stracić. Moje depresyjne stany w połączeniu z myślami samobójczymi spowodowały, że w efekcie zaczęłam się ciąć. Uważałam, że to w żadnym stopniu nie jest problem, tak długo jak utrzymam dobre wyniki w szkole i nie zaprzepaszczę sobie szansy na pójście do dobrego liceum. Udało mi się skończyć gimnazjum z wyśmienitymi wynikami i pójść do jednego z najlepszych liceów w moim mieście. Myślałam, że moje problemy się skończą, w końcu nowa szkoła, nowi ludzie, jestem na drodze do spełnienia marzeń o karierze jako architekt. Jednak się myliłam. Poszłam do liceum i zaczęły się problemy z nauką. Spotęgowało to moje poczucie, że jestem beznadziejna. Zaczęło się unikanie szkoły, o mało nie zawaliłam pierwszego roku. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego tak się dzieje. Przez część miesiąca jestem całkowicie w porządku, nic się nie dzieje, czuję się znakomicie, a za chwilę dołek tak wielki, że nie jestem w stanie zrobić nic innego jak tylko myśleć o samobójstwie. Gdy rodzice po jednym z zebrań zorientowali się, że wagaruję, a moje oceny są bardzo złe postanowili ze mną o tym porozmawiać. Nie chciałam i bałam się mówić całą prawdę, bo od zawsze byłam "idealnym dzieckiem"... dobrze się uczyłam, poszłam do bardzo dobrej szkoły, pomagałam w domu, nie było ze mną żadnych problemów. Postanowiłam więc powiedzieć część prawdy, że nie radzę sobie z natłokiem obowiązków i nie rozumiem co nauczyciel do mnie mówi. Wytłumaczyłam nieobecności w szkole lękiem przed złymi ocenami. Poszłam na zajęcia dodatkowe i sytuacja z ocenami poprawiła się do końca liceum. Nie było więcej wagarowania, ani złych ocen. Nie zmieniło to jednak problemu z myślami samobójczymi, więc samookaleczenie trwało w najlepsze. I z każdym miesiącem stawało się coraz gorzej. Okaleczałam się coraz mocniej. Doszło do momentu, że moje rany były na tyle głębokie, że zwykłe plastry nie wystarczały, musiałam kupować specjalne plastry z jakiegoś tworzywa, bo to była jedyna rzecz, która zatrzymywała rany od samoistnego otwierania się przy każdym ruchu. Wtedy zorientowałam się, że tak nie może być. Blizny też nie dawały mi spokoju, bo wyglądają beznadziejnie i strasznie szpecą moje ciało. Po długiej walce z samą sobą zdecydowałam się udać do psychologa w szkole. Bardzo trudno było mi wydusić z siebie co jest problemem. Ostatecznie psycholog w żadnym stopniu nie zareagowała. Zostałam z problemem sama. Z czasem moja mama zrobiła się podejrzliwa, bo zawsze nosiłam bluzki z długimi rękawami, bluzy, nigdy nie odsłaniałam ramion, nawet przy 30 stopniowym upale latem. Po jakimś czasie przycisnęła mnie i odkryła mój trwający około 4 lata sekret. Chciała wiedzieć dlaczego, a ja nie potrafiłam jej powiedzieć. Mówiłam, że dlatego, że nie mam znajomych, jestem gruba (byłam na skraju nadwagi), że mnie ludzie obgadują. Ale mówiąc to, sama dobrze wiedziałam, że żadna z wymienionych rzeczy nie jest prawdziwą przyczyną. Wiedziałam, że to nie jest przyczyną, ale nie wiedziałam co jest. A gdy mówiłam, że nie wiem, mama dalej oczekiwała prawdziwej odpowiedzi, więc coś trzeba było powiedzieć. To było w 3 klasie. Od tamtego czasu przestałam się ciąć, bo nie chcę zostać znowu nakryta. Myśli samobójcze jednak zostały. Skończyłam liceum, dostałam się na wymarzone studia. I dokładnie jak kilka lat wcześniej wierzyłam, że teraz sytuacja się poprawi. Na początku było trochę lepiej, jednak niedługo później zaczęłam mieć problemy ze snem. Tłumaczyłam sobie, że to przez natłok obowiązków i stres, więc nic z tym nie robiłam. Udało mi się wyjechać na pół roku do Stambułu w ramach wymiany studenckiej. Odcięłam się od wszystkiego co mogło stwarzać problem. Zdobyłam wielu świetnych znajomych, na uczelni szło mi znakomicie, zawsze miałam czas na pracę i przyjemności. W okresie tych 9 lat, to pół roku w Stambule uznaję, za najlepsze co mogło mi się przytrafić. Potoczyło się tak, że mam nawet chłopaka (choć obecnie jest to związek na odległość). Byłam naprawdę szczęśliwa, jednak stany depresyjne dalej pojawiały się systematycznie. Dało mi to wtedy dużo do myślenia. Nie było najmniejszego powodu, dla którego mogłabym wpadać w dołek. Mogłam mieć znakomite 2 tygodnie i w przeciągu pół godziny wpaść w depresję i myśli samobójcze. Mój chłopak zapytał mnie nawet kiedyś, czy przypadkiem nie jestem bipolarna, bo mam tak nagłe zmiany nastroju, że aż trudno zrozumieć. Dość dużo o tym myślałam, bo nienawidzę, tego że taka jestem, że w jednym momencie kocham swoje życie, a za chwilę chcę się zabić. Zorientowałam się, że za każdym razem gdy przychodzą myśli samobójcze, wkrótce przychodzi też okres. Zaczęłam patrzeć wstecz. I odkryłam, że problemy w gimnazjum zaczęły się jakiś czas po mojej pierwszej miesiączce, i że te wszystkie lata, kiedy się cięłam, dziwnym trafem zawsze działo się to w momencie gdy miesiączkowałam. Nie wiem czy to może mieć jakiekolwiek powiązanie.
    W ostatnim czasie doszedł również paniczny lęk przed ciążą. Nigdy nie chciałam mieć dzieci, z prostej przyczyny, że nie chcę przechodzić przez piekło ciąży i horror porodu. Wiem, że jestem jeszcze za młoda żeby o tym myśleć, jednak kiedyś w luźnej rozmowie z moim chłopakiem jakoś zeszło na temat. Nie rozmawialiśmy o planach na teraz, była to raczej luźna rozmowa o tym jak widzimy przyszłość, co byśmy chcieli itp. Powiedział wtedy, że kiedyś chciałby mieć dzieci. Dla mnie wiązało się to z faktem, że jeżeli nasz związek przetrwa, to pewnego dnia będzie oczekiwał ode mnie, że będziemy mieć dzieci. A jeśli nie on to inny partner, mąż… Dostałam coś jak ataku paniki. Zrobiło mi się niesłychanie zimno, pobledłam, dosłownie czułam jak cała krew ze mnie schodzi, zaczęłam się trząść, a serce zaczęło mi kołatać tak mocno, że aż bolało, w efekcie zemdlałam. Kolejne 2 dni byłam tak zestresowana, że wymiotowałam. Sytuacja powtórzyła się (tym razem nie zemdlałam na szczęście) tydzień temu gdy dowiedziałam się, że mój młodszy brat będzie miał dziecko.
    Odkąd zaczęłam podejrzewać, że okres może być przyczyną stanów depresyjnych i myśli samobójczych, za wszelką cenę chcę się go pozbyć. Zawsze chciałam się go pozbyć, ale teraz jestem jeszcze bardziej zdesperowana. Od jakiegoś czasu nie mam za bardzo apetytu, w efekcie przez ostatnie 3 miesiące schudłam 10kg. Ostatnio zaczęłam jeść jeszcze mniej, jest to jedzenie na zasadzie 1 banan dziennie lub jogurt dziennie. Nie jest to spowodowane chęcią odchudzania. Zwyczajnie nie mogę patrzeć na jedzenie, a ponadto, gdzieś w tyle głowy siedzi myśl, że jest szansa, że przez to mogę pozbyć się okresu, chociażby na jakiś czas.
    Nie rozumiem czemu tak się dzieje. Nie znam dokładnej przyczyny i nie wiem jak temu wszystkiemu zaradzić. Nie wiem gdzie szukać pomocy, a boję się rozmawiać o tym w cztery oczy.
    Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru

  2. #2
    synapsa jest nieaktywny
    Użytkownik
    Zarejestrowany
    Oct 2017
    Postów
    124

    Pomocy szuka się u lekarza.W Twoim przypadku -lekarza psychiatry.Jak najszybciej.
    Pozdrawiam.

+ Odpowiedz na ten temat

Podobne wątki

  1. Liszajec? A może coś innego
    Przez Nie zarejestrowany w dziale Forum dermatologiczne
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 10-15-2017, 20:40
  2. Ciąża a może coś innego?
    Przez Nie zarejestrowany w dziale Forum ginekologiczne
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 01-28-2016, 17:44
  3. Ciąża a może coś innego?
    Przez Nie zarejestrowany w dziale Forum ogólne
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 01-28-2016, 17:24
  4. To depresja, nerwica czy całkiem coś innego??
    Przez Nie zarejestrowany w dziale Forum ogólne
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 12-13-2015, 06:14
  5. Depresja, nerwica czy zupełnie coś innego?
    Przez Damian260189 w dziale Forum ogólne
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 03-20-2015, 14:26

Tagi dla tego tematu


LinkBacks Enabled by vBSEO

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172 173 174 175 176 177 178 179 180 181 182 183 184 185 186 187 188 189 190 191 192 193 194 195 196 197 198 199 200 201 202 203 204 205 206 207 208 209 210 211 212 213 214 215 216 217 218 219 220 221 222 223 224 225 226 227 228 229 230 231 232 233 234 235 236 237 238 239 240 241 242 243 244 245 246 247 248 249 250