No właśnie. Pięć lat temu rodziłam drugiego syna, a ponieważ poród się przedłużał (ponad 18h w tamtym momencie), poprosiłam o ZZO. Przydreptał anestezjolog, chciał mi się wkuć, dłubał chyba z 10 min i stwierdził, że nie może się wbić do przestrzeni zewnątrzoponowej. Nic więcej, tylko to. Zanim syn się urodził, minęło jeszcze 5 h. Na dniach znów rodzę i stąd moje pytanie. Skoro wcześniej doktorek nie potrafił się wkłuć, to jest w ogóle sens pytać o ZZO przy tym porodzie? Dodam, że nie jestem osobą otyłą i żadnych wad kręgosłupa u mnie nie stwierdzono. Z góry dziękuję za każdą odpowiedź