Od kilku tygodni przebywam za granicą, na Ukrainie. Na kilka dni przed wyjazdem doszło do infekcji dolnej 7 i zapalenia okostnej. Po wykonanym RTG stomatolog ocenił że ząb nadaje się ewidentnie do wyrwania, jednak mając przed sobą ponad 20 godzinną podróż stwierdziłem że ekstrakcja byłaby ryzykowna, wyleczyłem więc zapalenie antybiotykiem Clindamycin a usunięcie zęba zaplanowałem po powrocie do kraju.

Niestety wczoraj, chyba znowu doszło do zapalenia okostnej - nie pojawiła się ropa, jednak kość znajdująca się bezpośrednio pod zębem zaczeła rosnąć, tak samo jak poprzednim razem. Do tego potworny całej szczęki. Jeszcze tego samego dnia udało mi się znaleźć klinikę stomatologiczną, lekarz powiedział że najlepszą decyzją jest natychmiastowe usunięcie zęba, puki jeszcze nie pojawiła sie ropa i tym samym uniknięcie konieczności zastosowania antybiotyku. Zabieg obył się bez komplikacji, wieczorem po powrocie do domu było dośc dobrze, jednak dzisiaj cały dzień czułem się bardzo osłabiony, rano niemal omdlałem, cały czas mam zawroty głowy.

Czy w sytuacji gdy doszło do zapalenia okostnej wyrwanie zęba było dobra decyzją?
Czy nie ma ryzyka, że infekcja będzie dalej postępować?
Czy brak antybiotyku nie stanowi ryzyka powstania suchego zębodołu?

Nie wiem czy coś dalej z tym robić, z rosyjskiej terminologii przekazanej od Pani stomatolog zrozumiałem tylko tyle ze ekstrakcja z dłutowaniem poszla OK a antybiotyk nie będzie potrzebny.. Nie znam się zupełnie na stomatologii, dlatego z góry przepraszam jeśli moje pytanie jest bezsensowne - myślałem że jeśli doszło do ponownego zapalenia okostnej, to sama ekstrakcja zęba pozwoli mi jedynie uniknąć dalszych problemów zapalnych, ale powstałą infekcję można wyleczyć tylko antybiotykiem a nie samym faktem usunięcia zęba.. Naczytałem się dzisiaj w necie przeróżnych artykułow, m.in że nieleczona antybiotykiem infekcja może doprowadzić nawet do zapalenia mózgu, a ja już panikuję, że moje omdlenia i zawroty głowy mogą mieć z tym coś wspólnego.. :/