Witam.

Mam 21 lat, jakieś 3 lata temu miałem zapalenie opon mózgowych wywołane mononukleozą. Od tego czasu panicznie boję się wirusów i bakterii.

Dzisiaj byłem u fryzjera, akurat przed wizytą czytałem artykuł, że można się zarazić różnym dziadostwem w przypadku zacięcia.

Od dawna chodzę do jednej fryzjerki, w sumie salon wygląda tak średnio, ale zazwyczaj końcówki maszynek widziałem że myją jakimś płynem wiruso-bakteriobójczym. Pod koniec strzyżenia fryzjerka wzięła jakąś małą maszynkę, taką do wykończenia, bez nakładek i zacięła mnie przy uchu, z początku myślałem że to nic, bo nawet nie poczułem tego. Ale jak wyszedłem, przeglądnąłem się w lusterku w samochodzie i zauważyłem że z zacięcia lekko sączy się krew. No więc szybko, za około 5 minut wpadłem do domu i zalałem to solidną ilością spirytusu salicylowego. Ale cały czas nie daje mi to spokoju, prawdopodobnie będę się martwił w wakacje non stop... Bo słyszałem, że zanim wyjdzie coś z krwi, to musi minąć podobno pół roku od ryzykownej sytuacji. Jak myślicie, jak duże jest ryzyko? wszyscy mi teraz mówią, że trzeba było uważać i tak dalej... no ale stało się i nic nie poradzę, tak więc jak ktoś chce mi to napisać to nie musi.

Podobno można się zarazić WZW A B i C, HIV i innym dziadostwem...

tu zdjęcie zacięcia, jak już przetarłem spirytusem i zrobił się strup.


co o tym sądzicie?