Nie byłam pewna, do jakiej kategorii dodać to pytanie, ale wydaje mi się, że tutaj będzie dobrze.
Otóż jestem osobą dość młodą, mam siedemnaście lat. Trudno mi wyodrębnić jeden, konkretny moment, w którym wszystko się zaczęło, ale odkąd sięgam pamięcią - potrzebowałam dużej ilości snu. Spałam dłużej niż większość znanych mi osób, ale nie był to jeszcze żadnym problemem, wtedy osiem - lub trochę mniej - godzin snu jeszcze mi wystarczało. Od jakiegoś czasu jednak przybrało to nieco inny wymiar, codziennie przesypiam kilkanaście godzin, to jakiś przedział 10-14, zależy od dnia. Problem w tym, że nie jestem w stanie nad tym zapanować, nie mam kontroli, ile śpię, budzę się po tylu godzinach i już. Oczywiście w okresie szkolnym śpię znacznie mniej, wtedy też wspomagam się popołudniowymi drzemkami. Był taki czas, że sen dzieliłam na dwa bloki - trzy-cztery godziny w nocy i tyle samo w dzień (wynikało to z faktu oszczędności czasu, bo skoro prześpię osiem, a wciąż będę potrzebowała drzemki, wolałam przesypiać mniej, a potem i tak znów się położyć). Fakt, jestem tzw. nocną sową i zasypiam dosyć późno, czasem już w godzinach porannych, ale to nie ma żadnego znaczenia, o której położę się spać. Czy jest to 22, czy 3 w nocy, wciąż będę potrzebowała tak samo dużo snu. Dodam jeszcze, że wszelkie badania wykonywane były w ostatnim czasie (może z miesiąc temu), co wiązało się z szukaniem przyczyny innego objawu (puchnięcie dłoni i stóp), ale wyniki wszelkich możliwych przeprowadzonych w przychodni są w całkowitej normie.
I tu moje pytanie, czy cierpię na jakiegoś rodzaju zaburzenie snu?