Trafiłem do endokrynologa w związku z podejrzeniem nadczynności tarczycy, z wynikiem TSH: 0,08 /0,25 - 5,0/. Wykonane dodatkowe badania fT3: 4,28 /4,0 – 8,3/, fT4: 12,59 /10,6 – 19,4/, przeciwciała anty-TPO: < 0,8 /< 8,0/, przeciwciała aTG: < 6,4 /< 7,0/ wyszły jak widać w normie. Będąc jednak już u endokrynologa wspomniałem o tym, że w ostatnim czasie zaobserwowałem u siebie poważny spadek libido, dający niestety bardzo konkretne objawy, polegające na zaburzeniach erekcji. Wykonane pod tym kątem badania dały następujące wyniki:
FSH: 17,3 /1,5 - 12,4/
LH: 10,5 /1,7 - 8,6/
testosteron: 23,9 /9,9 – 27,8/
SHGB: 64,7 /14,5 – 48,4/
FTI - wsk. wolnego testosteronu: 36,93% /33,8 – 106/ Lekarz na podstawie tych wyników nie potrafi postawić diagnozy i zalecić leczenia. Powiedział, że mógłby mi podać testosteron ale wcześniej kieruje mnie do kliniki endokrynologii (trzeba czekać 4 m-ce), a wcześniej na konsultację do androloga w związku z atrofią jednego jądra, którą mam od wielu lat i pomimo której zostałem ojcem 2 dzieci. Czy jest sens iść do androloga skoro i tak trafię na dokładne badania do kliniki? Proszę o opinię odnośnie przedstawionych wyników i całej sytuacji. Czy moje wyniki TSH, FSH i LH są na tyle złe, że mogą być przyczyną zaburzeń erekcji, czy może bardziej te problemy mają źródło w psychice?(od 5 lat żyję w silnym stresie w związku z rozpadem małżeństwa). Boję się, że nie wyjdę już z tych problemów i popadnę w zupełną impotencję. Czy na podstawie powyższych wyników można diagnozować u mnie nadczynność tarczycy?