Witam, piszę w imieniu mojego taty. Jego choroba zaczęła się dwa lata temu, pierwsza diagnoza: niedokrwistość autoimmunohemolityczna, leczenie sterydami ( Encorton, Metypred), w trakcie tego leczenia pojawił się dwukrotnie epizod zatorowości płuc, a to z kolei przyczyniło się do powstania ropniaka opłucnej, nie wspomnę już o nabytej międzyczasie cukrzycy posterydowej. W lutym br. wyniki krwi były dość zadowalające by zdecydować się na usunięcie śledziony tzw. splenektomia, na co się zresztą zdecydowaliśmy. Po zabiegu upłynął tydzień gdzie pojawiły się ogromne bóle głowy zdiagnozowane jako bóle Hornera. Kiedy udalo się opanować te niezwykłe ataki bólów klasterowych pojawiły się wymioty. W tej chwili mogę mogę powiedzieć, że tato od 6 tygodni wymiotuje dosłownie o każdej porze, zupełnie nic nie je, zresztą kiedy cokolwiek weźmie do buzi od razu ma torsje wymiotne. Nawet wypicie zwykłej wody niegazowanej nie wchodzi w grę bo zaraz ją zwraca. Jest już bardzo mocno wyczerpany, wychudzony, bez energii do walki z chorobą. Dodam, że sprawy neurologiczne zostały zupełnie wykluczone, gastroskopia też prawdopodobnie jest ok sądząc po kartach informacyjnych ze szpitala. Bardzo proszę o rade bo jesteśmy już zupełnie bezsilni, patrząc jak tato nie ma nowotwora bo to zostało wykluczone a powoli umiera śmiercią głodową.