Witam. Przejde od razu do rzeczy. W moim zyciu jest tylko kilka osob z ktorymi lubie sie spotykac, rozmawiac i przy nich czuje sie normalnie (nie dreczy mnie to co napisalem w pytaniu) Bardzo mnie lubia i szanuja, wiem ze moge na nich liczyc w razie potrzeby jednak czasami bez konkretnych powodow siedze zamkniety w pokoju i wypelniaja mnie mysli z przekonaniem ze ta osoba robi cos przeciwko mnie. Biora sie te mysli najczesciej jak zauwaze zmiane podejscia do mnie i najgorsze jest to ze mam swiadomosc ze to nie musi od razu znaczyc niewiadomo co, ale za chwile znowu o tym mysle, zaczynam sie mocno denerwowac lub wpadac w "dołek" i dopiero po czasie przestaje o tym myslec i jest normalnie np. gdybym mial dziewczyne, myslalbym ze moze w tym momencie mnie zdradza albo niedlugo zostawi. Czesto zarzucam wtedy tej osobie to i owo co sie okazuje nie prawda choc zdarzalo sie ze mialem racje. Dlatego nie mam dziewczyny choc chcialbym bo czuje sie bardzo samotny. Gesty, rozmowa itp mam wrazenie (tez zalezy od jakiej osoby) ze zle o mnie mysli, powiedzialem cos nie tak, zle sie zachowalem i ta osoba sie zle przezemnie poczula lub zdenerwowala i zaraz dojdzie np do rekoczynu. Tylko do kilku osob mam zaufanie jak wspomnialem wczesniej lecz nie jest to zaufanie w 100% a do innych osob nie mam zadnego zaufania. Staram sie pozytywnie myslec, zmienic to, ale cos mi ciagle staje na drodze. Mysle ze jest to spowodowane ciagiem wydarzen z dziecinstwa choc oczywiscie moge sie mylic dlatego wlasnie prosze was o rade. Mysle nad tym by pojsc do psychologa, ale wczesniej odwiedzalem kilku i nie otrzymalem pomocy takiej ktora chcialem, a wrecz przeciwnie, czulem sie jak glupek, ktory zdradzil swoje sekrety na marne. Leczylem sie na ciezka depresje, teraz mysle, ze jest wszystko wporzadku a napewno o wiele lepiej jak wczesniej.