Witam, moja historia zaczyna się w 2006 roku. Zimą na lodowisku przewróciłem się na tyłek i prawa noga w kolanie wygieła się w prawo. Wydaję mi się że słyszałem lekkie strzelenie, poczekałem chwilę i jakoś się pozbierałem. Wieczorem a raczej w nocy kolano bardzo spuchło można powiedzieć że powiększyło się dwa razy. Przy najmniejszym ruchu bardzo bolało. Miałem problem z jakim kolwiek ruchem tak przez około tydzień czasu. Cały czas musiałem mieć nogę zgiętą w kolanie bo w innej pozycji nie mogłem jej trzymać. Po około miesiącu czasu zacząłęm rozprostowywać nogę, w momencie prostowania czułem ból i tak samo podczas zginania spowrotem. Jak już w miarę mogłem ruszać nogą przy gwałtowniejszym szarpnięciu nogą w którą kolwiek stronę ból powracał na około 10 minut i powplutku puszczał. Cały czas czułem dyskomfort w kolanie. Po około pół roku cały ból ustał i swobodnie mogłem ruszać nogą, ale zdarzało się że podczas chodzenia noga wpadła mi w jakąś dziurę i miałem uczucie że kolano ucieka mi do tyłu i znowu powrót bólu na kilka minut. Teraz po czterach latach cały czas mi się zdaję że ta noga jest w jakiś sposób słabsza. Leżąc np. na plecach nie mogę mieć całkiem wyprostowanej nogi w kolanie bo sprawia mi to nie przyjemne uczucie, żadnego bólu nie czuć ale wydaję mi się ze coś w środku się naciąga. W pracy jak stoje na nogach czy chodzę tak 5-6 godzin to bolą mnie ścięgna z tyłu kolana i to tylko w tej nodze po wypadku. Mam nadzieję że w miarę dokładnie opisałem mój przypadek i moje pytanie jest następujące, czy to było zerwane wiązadło ? Czy może być coś innego ? Mój wiek to 26 lat.