Witam, końcem lipca w tym roku (tj. 2017) wyczułem na swojej szyi węzły chłonne, nie wykluczam że były tam wcześniej, ale nigdy nie dotykałem jej wcześniej by coś takiego wyszukać. Udałem się do lekarza, ten zlecił morfologię i OB a gdy wyjdą dobrze, zapomnieć, wyszły idealnie, jednak wolałem się upewnić. Prywatnie wykonałem USG węzłów, wyszło że największy ma 8mm, i jest nadobojczykowy, lewy, oprócz tego znalazł się też 5mm pod żuchwą po prawej stronie i kilka mniejszych na szyi po obu stronach. Wszystkie mają prawidłową strukturę. Wróciłem z wynikami, a że przyjmuje u nas 2 lekarzy, trafiłem na innego, ten pokierował mnie dalej w oparciu o dodatkowe problemy które opisałem: Od ok. 2 lat zatyka mi się prawe ucho, zwykle przy wysiłku fizycznym, prawa dziurka nosa jest mniej drożna, po gardle spływa mi śluz w bardzo niewielkich ilościach.
Do tego odczuwam często puste odbijanie, teraz się nasiliło więc przypuszczam że to z nerwów.
W czerwcu bolała mnie lewa strona klatki piersiowej, miałem z tego powodu wykonywane EKG, ale wyszło dobrze, więc stwierdzono że to nerwoból, nasilał się ona przy wdechu i ból trwał 4 dni, potem przeszedł, czasami jeszcze czułem tam jakieś ukłucie i w sumie odczuwam do dziś, ale jest to bardzo rzadkie i krótkie.
Przez skierowania wykonano mi po raz kolejny miesiąc później usg węzłów szyjnych, lekarz stwierdził że nie są powiększone bo żaden nie przekracza 1cm i nawet tym nadobojczykowym nie ma się co martwić. Do tego usg jamy brzusznej, tam wyszło wszystko idealnie.
Laryngolog zbadał nos i ucho, wyszło że mam krzywą przegrodę, stąd niedrożność, a ucho z kolei "chorowało"?
Otrzymałem krople, ale nic się nie zmieniło, dalej jest tak że 2 tygodnie nic się nie dzieje, a potem trafia się dzień że nagle ucho zatyka się co chwilę, często wystarczy przełknąć ślinę żeby przeszło, ale nie zawsze.
Węzły nie powiększyły się od lipca do teraz, a jeśli powiększyły to tak nieznacznie że nie wyczułem w nich zmiany ręką.
Czy powinienem dalej drążyć temat? Naciskać na jakieś dodatkowe badania?