Witam,
jestem mamą dwuletnich bliźniąt, póki co wychowuje je sama bo tata pracuje za granicą. Mam spory problem. Ponieważ na każdym kroku muszę (bez żadnej pomocy) radzić sobie sama musiałam tak sobie zorganizować wszystko by dzieci były mi posłuszne i bym ja umiała z nimi funkcjonować. Jestem konsekwentna w działaniu i bardzo je kocham ale...moim zdaniem one sa bardzo poddatne na "przestawienie" przez inne osoby. Fakt cały czas są tylko ze mna, ja wiele czasu nie mam bo póki co jestem mamą i tatą w jednym. Przy mnie dzieci mnie słuchają, jedzą, wiedzą czego zabraniam, potrafią być grzeczne gdy sama z nimi gdzieś pojde. Czesto tez okazują mi uczucia. Martwi mnie to, że jak pojedziemy do cioci (która tez pracuje za granicą ale przyjezdza na miesiac i chce by ją odwiedzic) dzieci wolą ją...jest mi smutno i przykro, że mnie nie słuchają, przechodzą teraz bunt dwulatka może to z tym związane...ale ja czuję, że wtedy nie ja jestem dla nich autorytetem. Wystarczy, że powiem do syna załoz czapke bo swieci slonce a on od razu wpada w panike nie chce zalozyc i biegnie do niej....piszcząc. Ciotka jest panną bez dzieci i ma specyficzny stosunek do nich. Bardzo się użala jest przewrazliwiona i dla niej moje zasady są niczym, nie rozumie mnie wcale i pozwala im na wszystko a ja czuję sie wtedy nikim. Kłoci się ze mną z tego powodu. Przy niej niczego nie mogę od dzieci wyegzekwować. W jej obecności muszę robić to czego one chcą bo ona jest wrażliwa na płacz dziecka i od razu biegnie do niego a dziecko często krzykiem wymusza. Moje dzieci są w tym ekspertami. Gdy wróce z dziecmi do domu problem znika. Dlaczego tak jest?????? Przeciez nie mogę spełniać kazdej ich zachcianki. Widzą ją raz w roju a przy nikim innym nigdy tak się nie zachowywały. Czy ja robie coś zle??? Prosze o pomoc bo bardzo mnie to martwi i nie wiem co robic.