Witam,

Dzisiaj przytrafiła mi się dosyć niecodzienna sytuacja, siedziałem sobie w szkole na lekcji i chciałem sięgnąć do kieszeni w spodniach, w trakcie wykonwyania tej czynności uderzyłem się łokieć. Początkowo było standardowo - mrowienie w ręce i dłoni połaczone z bólem, jadnak w tym przypadku był to bardzo silny ból, jak ból zaczynał ustępować, przerzuciło się to na głowę, czułem ciepło. W tym momencie utraciłem świadomość na około 15 sekund, tego co się ze mną działo w tym czasie dowiedziałem się od kolegi, bo byliśmy w kalsie na lekcji. Z tego co mi powiedział, to w chwili, w której utraciłem świadomość, zacząłem wyginać całe swoje ciało do tyłu, on położył mnie na ziemi, zauważył, że źrenice "uciekły" mi do góry, byłem blady i miałem szare usta, oraz zimne poty. Po chwili otrzymałem świadomość, słyszałem jak nauczycielka wołała "podnieście mu nogi", pewnie pomyślała, że omdlałem. Poleżałem przez 10/15 sekund, usiadłem na podłodze, napiłem się, wstałem i usiadłem na krześle. Od tej pory nic się nie działo.

Chciałbym się dowiedzieć, o co w ogóle chodzi i dlaczego po delikatnym uderzeniu w łokieć straciłem przytomność.
Dodam, że chuchrem nie jestem, regularnie ćwiczę plus czasmi urządzamy sobie spraningi z kolegami.

Może na koniec kilka informacji o mnie: mam 17 lat, jestem męrzczyzną, żadnych przewlekłych chorób.