Witam, w piątek wieczorem miałam pewien ,,atak" trwał on gdzieś kilkadziesiąt minut, nagłe uczucie niestabilności, nie zawroty, aczkolwiek tak jakby, kiedy przekręcę głowę nagle na drugą stronę, to tak jaby po chwili dopiero docierała informacja do mózgu ,,Hej, jesteśmy tutaj", przy ataku pojawia się również szum w prawym uchu, który wraz z minięciem ataku mija, nie miałam zawrotów głowy, wymiotów, ani nic z tych rzeczy, za to ostatnio szybko się męczę, taki sam atak miałam w sobotę i w poniedziałek, wcześniej nic mi nie było, w środę jestem umówiona do lekarza i zrobiłam wyniki krwi i na żelazo i wszystko ok, żelazo nawet za wysokie bo 175 na 145 maksymalne, mierzyłam też ciśnienie w sobotę rano miałam 140/80, a dzisiaj rano 135/75, poza tym te ataki najczęściej, a właściwie tylko są na wieczór, około 17:00 do 22:00 i trwają właśnie po kilka, kilkanaście minut, w dzień nic mi się nie dzieje, najciekawsze, że najczęściej te ataki dzieją się kiedy ja albo zgłodnieję albo tuż po tym, jak się najem, osobiście trochę panikuję, bo moja matka cierpi na chorobę Meniera, aczkolwiek ona miała ostre zawroty głowy, wymioty i niedosłuch, a poza tym to ponoć genetycznie niemożliwe, bo ona ma to po swoim ojcu, a on ponoć po matce, za to ja jestem córką, więc chyba mogę być tylko nosicielką, nie jestem pewna, no i jeszcze mój dziadek chorował na cukrzycę, ja osobiście słodyczy w ogóle nie jem, co najwyżej owoce, dżemy i słodzę czarną herbatę, mam pracę raczej siedzącą niestety, ale jestem bardzo szczupła, ważę 45 kilo na 157 cm, a tarczycę mam zdrową, bo dwa lata temu badałam i wyszło wszystko ok, więc już nie wiem czy to jakaś choroba czy może po prostu kwestia za dużych wyników żelaza lub ciśnienia jak dla mnie, choć żelazo ja zawsze miałam wysokie i mam jeden wynik, gdzie miałam 173, mimo to nie miałam żadnych objawów, przepraszam, że tak się rozpisałam, ale wolę więcej się rozpisać, niż żeby potem były jakieś dopytywania