Witam. Już od 4 tygodni przeżywam osobisty horror!! I nie ma lekarza, który by się tym zajął, prowadzona jest "spychoterapa"!! A ja już naprawdę zaczynam dostawać nerwus histericus!! To mnie wykańcza!! Ale od początku. ok 4 tygodni termu nagle, ni stąd ni zowąd po obudzeniu się zaczęłam odczuwać, że coś mam w przełyku. Po obudzeniu, więc nie z powodu, że przed chwilą coś jadłam i źle połknęłam. Opiszę to uczucie: to jakby utknęła tabletka, skórka z jabłka, orzeszek itp.. można mnożyć przykłady. Więc od tego momentu liczyłam na to, że być może coś mi się przykleiło i zostało tam z dnia poprzedniego, więc czekałam, aż "zejdzie" niżej i się w końcu przełknie itp... No niestety mijały godziny a potem dni a to nie przechodziło dalej. Wiec zaczęłam pochrząkiwać i w rezultacie pokasływać, bo to "coś" zaczęło mi przeszkadzać nawet w jedzeniu, piciu, spaniu i mówieniu. Poszłam więc do lekarza 1 kontaktu, która oczywiście nic nie zobaczyła, bo to "coś" jest nieco niżej i jedynie laryngolog może to sprawdzić.
To "coś" zaczęło mnie łaskotać i powodować niechciany samoistny kaszel! To wszystko spowodowało podrażnienie gardła, zaczerwienienie i ból! Więc zaczęłam stosować środki na gardło i w ostateczności inhalacje. No i tu się zaczął kolejny "cyrk"! Z gorących inhalacji dostałam kataru!! A katar u mnie to nie katarek 7 dniowy lecz katarzysko zatokowe!! W dodatku mam skrzywiona przegrodę nosową i każdy katar to dla mnie koszmar!!! Zatkany nos, przeważnie jedna dziurka.
Tak się rozchorowałam, ze wylądowałam u kolejnego lekarza, który dał mi antybiotyk, bo zauważył jakieś naloty na tylnej ścianie gardła (Ospen 1000). No bo mi spływało z nosa po tylnej ścianie gardła. Mało tego, rozłożyło mnie i zaległam w łóżku a właśnie miałam rozpocząć nową pracę po długim bezrobociu! Więc zostałam dalej bez środków do życia! Po 4 dniach leżenia nie wytrzymałam i poszłam ponownie do lekarza, ale tym razem na ostry dyżur laryngologiczny, bo przecież w normalnym trybie czekałabym pół roku! Zaglądali do gardła, zrobili nawet RTG z kontrastem i nic nie wykazało!! No i tu się wkurzyłam, bo wyszłam na rozhisteryzowaną idiotkę! I zostałam w punkcie wyjścia!
Wyszłam po 6 godzinach ze szpitala z kwitkiem i dalej tym "czymś" w przełyku wróciliśmy do domu jestem już bezsilna, bo katar zatokowy dalej trwa.
Co dalej z tym fantem? Co mam robić i jak egzystować? Aha! nadmienię jeszcze, że zawodowo pracuję głosem! I boję się, żeby to nie miało wpływu na moją pracę! Jeszcze nie próbowałam wydać głosu (śpiewać), bo wciąż jestem chora, ale "to" przeszkadza mi nawet w mówieniu, bo od razu zaczynam kasłać no i w spaniu, bo jak się kładę na poduszkę, to nie wiem jak ułożyć się z szyją, bo zaczyna mnie to drażnić i znowu kaszel! I tak w kółko, jestem już wykończona!
Przed chwilą ktoś mi mówił, że to może być przepuklina gardłowa? Co to jest?
Może ktoś coś poradzi? doradzi? Dziękuję.