Witam,

Mam 39 lat, napiszę parę słów o sobie. Jestem żonaty, mam dwójkę dzieci. W moim życiu kilka lat temu pojawiły się poważne problemy finansowe i osobiste których podłożem był pracoholizm i seksoholizm. W skutek problemów zacząłem palić duże ilości marihuany przez okres niecałych dwóch lat. Problemy pojawiły się kiedy marihuana przestała być dla mnie dostępna, było to ok 2 lata temu. Pojawił się u mnie ucisk/ciśnienie w głowie, tak jakby obręcz obejmująca przednią część głowy z zewnątrz. Na skutek tego ucisku przestałem odczuwać jakąkolwiek radość z życia, wpadłem w apatię, pojawiły się poważne problemy ze snem i zacząłem całymi dniami bezczynnie leżeć w łóżku. Wtedy też pojawiły się pierwsze myśli samobójcze. Po paru miesiącach zaczęły się kłótnie w rodzinie, w efekcie których podjąłem próbę samobójczą poprzez połknięcie 60 tabletek Lorafenu, próbę nieskuteczną, która zaowocowała jednak umieszczeniem mnie w szpitalu psychiatrycznym w Krychnowicach (Radom). W szpitalu tym jednak nie dano mi żadnego lekarstwa na moją dolegliwość, wpisano mi z gruntu w kartę alkoholizm (co było bzdurą), przeprowadzono jedno sztampowe badanie psychologiczne polegające na wyborze kartek z pytaniami i odpowiedziami, poza tym nie odnotowałem żadnych więcej rozmów z psychologiem, terapii itp. Po 5 tygodniach więzienia bo inaczej się tego nazwać nie da, wypisano mnie do domu. W domu podjąłem pewne środki w celu poprawy stanu finansowego, które to środki na niewiele się zdały, jednak wspomniany ucisk w pewnym momencie minął; zaczęły się jednak stany podobne do okresu gdy paliłem marihuanę, zacząłem sobie wyobrażać rzeczy których nie było. W efekcie po paru miesiącach urojenia i moje działania na ich skutek podjęte, spowodowały poważny konflikt w rodzinie który zaowocował umieszczeniem mnie przez rodzinę w szpitalu psychiatrycznym po raz drugi. W szpitalu urojenia się skończyły, jednak wspomniany ucisk i apatia wróciły. Oczywiście znowu zero pomocy ze strony lekarzy. Po kolejnych 5 tygodniach wróciłem do domu, jednak od tego czasu minął prawie rok, a ucisk w głowie nadal mnie męczy. Każda chwila jest dla mnie koszmarem. Nie jestem w stanie przez to zaangażować w żadną poważną pracę, bo ucisk przeszkadza mi w koncentracji. Czuję się jak niepełnosprawny pomimo że żadnej kategorii niepełnosprawności nie mam przyznanej. Nie ma praktycznie chwili żebym nie myślał o samobójstwie, jednak boję się bólu z tym związanego, a z kolei metody bardziej "humanitarne" w jaki sposób mógłbym odebrać sobie życie są poza moim zasięgiem. W ostatnim okresie przez kilka miesięcy chodziłem do lekarza-psychiatry, z nowinek, lekarz stwierdził że mogę mieć uszkodzony mózg i żebym poczytał sobie w internecie o zespole czołowym, jednak leki przez niego przepisywane również nie pomogły na moją dolegliwość, tak samo jak i czytanie w internecie. Szpitala psychiatrycznego w Krychnowicach polecam unikać jak ognia, napatrzyłem się tam jedynie na totalne olewanie pacjentów i kompletny brak profesjonalizmu. Pytam tutaj, bo może ktoś na tym forum ma jakiś pomysł co mogę zrobić z "uciskiem". Być może są jakieś leki/metody o których nie wiem. Myślałem o hipnoterapii ale może są jakieś bardziej konwencjonalne rozwiązania. Pozdrawiam i dziękuję z góry.