Witam,

W ubiegłą środę udałam się do lekarza ginekologa, jako iż od prawie roku nie mogę zajść w ciąże, walczę z trądzikiem, PMS trwa 3 do 3,5 tygodnia (z tym że zamieniam się dosłownie w gremlina - proszę sobie wyobrazić co przechodzą domownicy ), kołotanie serca, nieregularne miesiączki senność, bolące piersi, wydzielanie mleka, depresja, brak ochoty na seks, włosy wypadają garściami, ogromna podatność na stres. Lekarz po przeglądzie podwozia oraz USG stwierdził iż wszystko wygląda w porządku i objawy spowodowane są nadmiarem wydzielania prolaktyny. Przepisał Bromergon x1 dziennie plus saszetki Inofen x2 dziennie oraz badanie krwi w celu zmierzenia poziomu prolaktyny. Dodatkowo oznajmił iż w ciągu mojego cyklu nie występuje owulacja (nie jestem lekarzem, ale są jakieś sposoby na sprawdzenie bez robienia testu owulacyjnego? Bo owy lekarz nic podobnego nie zrobił!).

Odebrałam dzisiaj wyniki badań krwi - zawartość prolaktyny to 12,95.

Proszę o poradę; czy lekarz bezpodstawnie przepisał silne leki (bądź co bądź, ciężko zdanie sklecić po ich zażyciu ) ? I co w związku z tym robić dalej? Kontynuować przyjmowanie leków czy zwrócić się o pomoc do innego specjalisty?

Pozdrawiam
Judyta