Witam, chciałbym poradzić się co do mojego przypadku. Najlepiej opisze wszystko od początku.

Od dziecka wychowywałem się w rodzinie gdzie problemy, spory rozwiązywano kłótniami, przemocą. Mój ojciec nigdy nie załatwiał nieścisłości rozmową, zawsze jak ktoś miał inne zdanie od niego, to kończyło się w najlepszym wypadku na wulgarnych wyzwiskach, a w najgorszym na przemocy, której niestety doświadczyłem. Nie mogę powiedzieć że "lał" mnie cały czas za byle co. Po prostu wychowywał mnie "twardą ręką", do tego czasami dochodził alkohol i przemoc psychiczna jak i fizyczna z jego strony na mojej matce. Wszystko to zostało w mojej głowie.

Przez okres szkoły podstawowej nie miewałem żadnych mimowolnych ruchów, problemów natury psychicznej. Był to bardzo beztroski czas. W gimnazjum również, aczkolwiek teraz mogę powiedzieć, że już wtedy były oznaki tego, że dzieje się ze mną coś niepożądanego. Zdarzało się że bez wydawało by się bez uzasadnionej przyczyny szybko się denerwowałem już nie mówiąc o sytuacjach stresowych, co chociażby przy rozmowie z drugim człowiekiem na tematy które nie powinny być stresogenne. Zaraz robiłem się "czerwony", zaczynałem się pocić, czułem lęk, strach. Po rozmowie ze mną może nie do końca dało się to zauważyć, gdyż od zawsze byłem człowiekiem elokwentnym, potrafiłem się wysłowić i sprawiać dobre pozory tego że jest ze mną wszystko ok. Najczęściej działo się to w nowych miejscach pełnych ludzi. W szkole z rówieśnikami było w miarę ok. W tym okresie zająłem się sportem, który pomógł mi budować pewność siebie i inne cechy które pomagały mi przezwyciężać strach, lęk.

Po okresie gimnazjum przyszła kolej na szkołę średnią, było to 4 lata temu. I tutaj przypominam sobie pierwszy w życiu tik. Było to na stacji PKP gdzie było dużo nowych osób. Mimo że stał i rozmawiał ze mną znajomy w środku czułem lęk, napięcie, stres. W pewnym momencie byłem już tak "sparaliżowany" tym stresem że w którym momencie głowa mimowolnie wykonała tik. Wtedy jeszcze nie byłem świadomy tego. Kolejny tik pamiętam, że nastąpił ok. 2 miesiące później, był to jeden mimowolny ruch głowy ponownie w tym samym miejscu, podczas sytuacji która nie powinna być "stresogenna" - rozmowa z moim znajomym. W środku ponownie czułem mały lęk, strach, ale nie paraliżowało to moich funkcji kognitywnych na tyle żebym nie potrafił prowadzić tej rozmowy. Przez pierwszy rok od zauważenia tego tiku było w miarę "akceptowalne" przeze mnie, to ze występowały one raz na jakiś czas. Zawsze w miejscach zatłoczonych ludźmi, których nie znałem, czasami w sytuacjach stresowych. Próbowałem to kontrolować i udawało mi się, gdy rozmawiałem z takim naprawdę pozytywnym nastawieniem z drugą osobą. Udawało mi się zapomnieć o tym wszystkim i skupiając się na rozmowie nie miewałem żadnych tików. Drugi rok był prawdziwym koszmarem. Tiki zaczęły pojawiać się codziennie, podczas jazdy pociągiem do szkoły, podczas siedzenia w klasie na lekcji. Czasami kiedy miałem zapisać w zeszycie, przeczytać w obecności innych osób coś w środku tak mnie paraliżowało, że też w takich sytuacjach miałem i mam te tiki. Najlepsze jest to, że nikt nie musiał do mnie nic mówić, nawet patrzeć w moim kierunku. Miałem w środku coś takiego, że po prostu czułem się niepewnie w towarzystwie większej liczby osób. Całe szczęście mój sportowy tryb życia ratował mnie z tej opresji. Treningi rozładowywały moje napięcie, resetowały mnie, a endorfiny napawały mnie takim nastrojem, że nie czułem żadnego napięcia, stresu i nie miewałem, albo były rzadkością tików głową. Bardzo rzadko, ale występowały u mnie tiki w stanach podniecenia. Byłem na zawodach gdzie hala była bardzo duża, ludzi mnóstwo i jakoś nie miewałem ani jednego tiku. Czułem się tam pewnie. W kolejnych latach jakoś nauczyłem się z tym żyć, po prostu pogodziłem się z losem. Rozważałem wizytę u psychologa, neurologa, ale nie miałem wystarczająco odwagi by coś z tym zrobić. Wstydziłem się tego, uważałem że jak komuś o tym powiem, to będzie uważał mnie za kogoś nienormalnego. Próbowałem radzić sobie z tymi tikami podpierając głowę ręką gdy siedziałem, pochylając szyję do przodu. Faktycznie to pomagało, aczkolwiek nabawiłem się przez to przodopochylenia odcinka szyjnego kręgosłupa, a co za tym idzie nieprawidłowego tonusu mięśni w tym obrębie. Walczę z tym do teraz, ale jeszcze nie jest tak jak być powinno. Przez to doszła nowa dysfunkcja polegająca na tym, że głowa sama mi się trzęsła oraz mimowolna rotacja głowy w prawy bok. Leżąc na łóżku, siedząc, stojąc. Oczywiście nie cały czas. Według moich obserwacji jest to spowodowane brakiem stabilizacji głowy poprzez osłabienie mięśni szyjnych przez te moje podpieranie, pochylanie głowy do przodu.

Minęły już 4 lata od wystąpienia pierwszego tiku, a ja dopiero teraz zdecydowałem się na wizytę u neurologa, którą niebawem będę miał. Bardzo dobrze się odżywiam, suplementuje się antyoksydantami, adaptogenami takimi jak ashwaganda, rózeniec górski, gotu kola (nie jest adaptogenem), do tego omega 3 i jakoś trzymam się w kupie.

Jednak czuje się bardzo ograniczony przez te tiki, reakcje mojego organizmu. Mam ambicje, czuje że mam ogromny potencjał jednak powyższe kwestie bardzo mnie hamują. Wizytę u neurologa mam dopiero za 15 dni.

Ja uważam, że nie są to następstwa czynników genetycznych, a niewłaściwe wychowanie od początkowych etapów mojego życia i taki jest tego skutek. Nie przypominam sobie żeby ktoś w mojej rodzinie miał tiki.

Szczerze nikomu się nie zwierzałem z mojej przypadłości, choć pewnie najbliżsi z rodziny zdążyli to zauważyć jednak nikt nie poruszał ze mną tego tematu. Chciałbym doprowadzić się do ładu i pozbyć tego co mnie ogranicza.

Co o tym myślicie? Może warto wybrać się prywatnie do neurologa ? Jednak boje się że nie podołam finansowo (jeszcze nie pracuje).

Serdecznie dziękuje za wszelkie rady, sugestie, opinie.

Pozdrawiam