Witam, nie wiem czy trafiłam na odpowiednie forum...jednak proszę o jakąkolwiek poradę w tej sprawie...

Mojej mamie 3 miesiące temu pękł tętniak w głowie... Po operacji lekarze nie dawali dużych szans na przeżycie poniewaz krew załała wszystko. Mama jednak po operacji czuła się całkiem dobrze, ale w dalszym ciągu czekaliśmy na skurcz... Gdy nastąpił stan mamy szybko się zmieniał... Obecnie mama przeszła zabieg tracheostomii, nie mówi, nie rusza się - z wyjątkiem delikatnych ruchów prawą nogą i prawą ręką... Na początku stycznia w szpitalu mamę zarazili bakterią MRSA. Leczono ją różnymi antybiotykami, które nie przynosiły efektów. Wyniki były ciągle niezadowalające. Lekarz zabrobił rehabilitacji, przez co mamy stan po wylewie nie poprawiał się.... mówiliśmy jej że sama musi walczyć, zanim będzie mógł ktoś z nią ćwiczyć i rzeczywiście ćwiczyła, zrobiła postępy dzięki swoim ćwiczeniom... Między czasie staraliśmy się załatwić jej miejsce w ośrodku opiekuńczo rehabilitacyjnym jednak mieli ją tam przenieść po wyleczeniu z gronkowca. Pewnego dnia lekarz oznajmił nam że mamę przenoszą Z BAKTERIA. Tłumaczyli, że tam będzie lepiej dla niej, że ma większe szanse nawet z tą bakterią bo będzie miała codziennie rehabilitacje... Po kilku dniach w ośrodku lekarz neurolog oświadczył, że mamie lepiej byłoby w szpitalu a nie u nich. ( pierwsza sprzeczna informacja) Co do czego mama nie przechodzi rehabilitacji i nie będzie jej przechodziła dopóki nie wyleczą jej z bakterii, w ośrodku nie jest odpowiednio leczona, poniewaz sam lekarz powiedział, że ośrodka nie stać na leczenie... Mama z dnia na dzień wygląda coraz gorzej i coraz częściej traci kontakt z rzeczywistością. Po fakcie wielu lekarzy nie związanych z tym przypadkiem mówi ze mama musi być hospitalizowana, ale nikt nie mówi jak tego dokonąc... Proszę o pomoc, jakąkolwiek... Gdzie pojść, jak to załatwić, żeby szpital przyjął mamę z MRSA skoro w taki okrutny sposób się jej pozbyli ( byli świadomi że mama nie będzie dostawała odpowiednich leków, które jej pomogą) To na oddziale ją zarazili i to oni się jej pozbyli... Proszę o jakieś wskazówki... jednocześnie przepraszam jeżeli piszę w złym miejscu, ale jestem młoda i nie daje sobie rady z tą sytuacją a nikt nie chce udzielić mi wskazówek jak postępować teraz...

Pozdrawiam
Ania