Zacznę od tego że jak miałem 10-11 lat (teraz mam 16 lat) dwa razy poważnie chorowałem na zapalenie uszu, konieczne były dwie prywatne wizyty podczas których lekarz mówił wprost że to natychmiast trzeba leczyć i raz że przyszedłem w ostatniej chwili, inaczej trzeba by było coś operować, pamiętam że to było naprawdę poważne i że moje uszy były dosłownie całe czerwone i rozpalone.
Ale po jakimś czasie choroba ustąpiła, i tu przechodzimy do konkretów:
rok później (11-12 lat) mimo tego że choroba ustąpiła, zacząłem skarżyć się na szumy w uszach, które było wyraźnie słychać kiedy było cicho (głównie kiedy kładłem się spać), oraz że słabiej słyszę na prawe ucho, co wyraźnie zauważam kiedy korzystam z mp4, zakładam słuchawki i od razu słychać gdzie lepiej... słychać (to nie wina słuchawek, przemieniałem miejsce jednej na drugą i jestem pewny że to wina uszu), więc co? Poszedłem do lekarza, byłem na około 3 wizytach i podczas którejś zalecił mi zatykanie nosa i wydmuchiwanie powietrza, co okazało się zgubne jak później wyczytałem. (reszta wizyt to tylko dmuchanie pompką w ucho i przepisywanie kropli), spowodowało ono pukanie w uszach przy piciu i (szczególnie) łykaniu śliny, i tak jest do teraz, zostałem z:
-Szumem w uszach.
-Niedosłuchem na prawe ucho.
-Pukaniem w uszach przy piciu i łykaniu śliny.

Jestem po prostu załamany, codziennie zachowuje się jak bym miał nerwice, spokojna rozmowa nie ma racji bytu. Sen? Najwcześniej po północy (0:00), ale przeciętnie około pierwszej rano, MP4 do licytacji, spokojny odpoczynek i relaksacja nie wchodzą w grę, ogólnie jestem kompletnie załamany. Co zrobić?