Nie wiem czy takie pytanie zadać psychiatrom czy etykom, ale bardzo proszę o próbę odpowiedzi na moje wątpliwości.
Pracuję na uczelni, mam obecnie problem z dwójką studentów z chorobami psychicznymi. Jedna ma schizofrenię a druga depresję kliniczną. Od dwóch lat nie mogą zdać u mnie egzaminu, osoba ze schizofrenią od 2 lat usiłowała napisać pracę zaliczeniową ale przysyłała mi coś, czego nie można było zaakceptować - zeskanowane fragmenty jakichś tekstów, w ogóle nie na temat.
Obecnie ta osoba ze schizofrenią przysłała mi pracę, którą jestem w stanie przyjąć, ale mam głębokie wątpliwości czy tej pracy nie kupiła. Z drugiej strony wiem, że jak ją zacznę pytać, to będzie tak jak w przypadku innych egzaminów które miałam z tą osobą - że nie powie nic co by zasługiwało na pozytywną ocenę. Albo inaczej - zdrowego studenta za to bym nie "puściła" z pozytywną oceną.
Druga osoba, z depresją kliniczną zgłosiła się do mnie dopiero teraz, dawno po zakończeniu semestru i po sesji, przysyłając mi zeskanowane dokumenty potwierdzające chorobę. Nie wiem czego chce bo tego akurat nie napisała, ale napisała że w ogóle nie wychodzi z domu z powodu depresji.

Nie chcę skrzywdzić żadnego człowieka na tym świecie. Ale co ja mam z tymi ludźmi zrobić? Jeżeli tej osobie ze schizofrenią wpiszę pozytywną ocenę to skończy studia licencjackie na prywatnej uczelni (gdzie pracuję) i pójdzie do pracy pokazując ten dyplom. Ale przez całe studia była przepychana, po którymś tam podejściu do egzaminu, bo na uczelni prywatnej w końcu każdy musi zdać. Ale ta osoba ma problemy z zapamiętywaniem czegokolwiek, ze skupianiem się, przez 2 lata nie potrafiła napisać kilkustronicowego tekstu. I teraz pytanie co powinno przeważyć. Litość nad tym biednym człowiekiem, który swojej choroby nie wybierał czy sumienie, że potencjał umysłowy tego człowieka nie kwalifikuje go do pracy umysłowej.

W przypadku tej osoby z depresją - ja już oficjalnie na tej prywatnej uczelni nie pracuję. Od września już mnie tam nie będzie. Wszyscy zdrowi studenci pisali egzamin, ta studentka, skoro nie wychodzi z domu, oczekuje że zamiast egzaminu napisze pracę pisemną, tyle, że większość studentów takie projekty kupuje albo ściąga z internetu dlatego ja się na to nie zgadzam. I znowu pytanie - co ja mam zrobić? Nie jestem potworem, potrafię wczuć się w czyjeś cierpienie i bezsilność, ale ja się podpisuję na indeksie, że ktoś posiada jakieś umiejętności z przedmiotu, którego się uczył. Jeżeli ta osoba nie wychodzi w ogóle z domu i ja pozwolę napisać pracę to nawet tej osoby nie spotkam, a pracę na 99% kupi albo ściągnie.

Co ja mam zrobić. Czy ważniejszy jest człowiek i jego marzenie ukończenia studiów czy uczciwość, że niestety choroba psychiczna uniemożliwiająca naukę dyskwalifikuje z posiadania dyplomu uczelni wyższej.