Witam.
Mój problem jest złożony i nie wiedziałam w sumie czy zamieścić na ginekologii, czy na urologii.

Wiem, że nikt mi tu diagnozy nie postawi, ale jestem w takiej sytuacji, że nie mam już pojęcia co robić. Może ktoś miał podobny problem i jest w stanie coś doradzić, powiedzieć na ten temat.

Otóż od 2016 roku leczyłam e.coli w pochwie. W wymazie dodatkowo zawsze wychodziło streptococcus agalactiae. Cytologia stan zapalny. Objawy: pieczenie przy oddawaniu moczu, swędzenie warg sromowych na zewnątrz.

Kiedy już udało mi się wyleczyć e.coli objawy nadal nie ustępowały. Brałam kolejne antybiotyki. W wymazie ciągle Streptococcus agalactiae i ja temu właśnie przypisywałam te objawy. Bo przeczytałam w sieci chyba już wszystko na ten temat i takie włąśnie ponoć są objawy Streptococcus agalactiae - swędzenie, pieczenie. Ale jak wiadomo, też można być po prostu nosicielką tej bakterii i można nie mieć objawów , wtedy się tego nie leczy.

Mój ginekolog uznał jednak, że skoro po takiej ilości antybiotyków streptococcus agalactiae nadal występuje w wymazie, to jestem nosicielką i tego nie leczymy. Kazał zrobić posiew moczu.

W posiewie wyszło e.coli - a więc wszystkie objawy zostały przypisane tej bakterii. Kolejne antybiotyki, które nie pomogły. Tak więc zdesperowana poszłam do urologa. Od urologa kolejne antybiotyki, szczepionka uro vaxom i inne leki. Ostatnie dwa posiewy moczu czyste. Między czasie chodziłam też do ginekologa, już innego niż ten 1 i on też stwierdził, że skoro wybrałam już tyle antybiotyków, a streptococcus agalactiae nadal jest, to jestem nosicielką i tego nie leczymy.

I w czym problem? Posiew moczu czysty, a ja objawy nadal mam. Jakie były w 2016 takie są nadal. Cytologia robiona w sierpniu 2018 - wynik dobry. Żadnych zmian, stanów zapalnych.

Pod koniec miesiąca mam wizytę u ginekologa, potem urologa. Na pewno będę chciała zrobić wymaz z pochwy. Urolog powiedział na ostatniej wizycie, że możemy zrobić cystoskopię, czy jak to się zwie.

A ja już sama nie wiem co mam robić. Posiew moczu ok, cytologia ok. A ja mam nadal te potworne objawy. I w tej sytuacji jedyne co przychodzi mi do głowy to te nieszczęsne streptococcus agalactiae. Tylko 2 ginekologów już mi wmawiało, że tego się nie leczy. Już planuję wizytę u kolejnego.

Czy jest tu ktoś, kto miał podobny problem? Borykał się z streptococcus agalactiae? Czy to faktycznie może powodować takie objawy? Bo jak tak czytam w internecie, a lekarze mówią inaczej. Jakie badania jeszcze mogę zrobić? Bo ja już naprawdę nie wiem do jakiego lekarza mam iść skoro w tym momencie nikt nie jest mi w stanie pomóc? Może tutaj ktoś z was ma jakiekolwiek (niemiłe) doświadczenie z tymi bakteriami? Będę wdzięczna za jekiekolwiek sugestie. Od 3 lat biorę setki probiotyków, to też nic nie daje. Naprawdę nie wiem już co mam robić.