Witam! Opiszę mój przypadek. Otóż mam 19 lat, chodzę do liceum, spotykam się ze znajomymi. W gimnazjum miałem wiele problemów, byłem poniżany,traktowany jak śmieć, niby miałem kolegów, ale w efekcie wszyscy tylko nabijali się ze mnie. Problemem chyba było(i nadal jest)to, że nigdy się nie biłem i nie bylem skory do bójek. Myslę, że tez mogło być tak, że po prostu pozwoliłem na to i nie sprzeciwiłem się. Od tamtej pory bałem się niektórych rówieśników, widziałem na ulicy tzw.dresów i ogarniał mnie strach. Dopiero w liceum nabrałem nieco pewności siebie, nie bałem chodzić się po ulicy, dobrałem sobie fajnych znajomych,powoli wszystko układało mi się tak, jak chciałem. W lutym wracalem nocą z imprezy, zostałem uderzony i okradziony przed właśnie 2 dresów i mam wrażenie, że ten strach powrócił ze zdwojoną siłą. Boje się wyjść z domu, jechać tramwajem czy autobusem,iść ulicą. Mam też takie stany(to mam w tej chwili), że siedzę w pokoju i boję się, sam nie wiem czego. Boli mnie brzuch, dziwnie się trzęsę. Boje się, bo nie wiem, co będzie dalej. Wydaje mi się, że nie może być tak, że muszę rezygnować z życia towarzyskiego, bo boję się wyjść z domu, bo od razu ktoś mnie zaczepi. Mówię sobie, że tyle razy nocą wracałem, nigdy nikt mnie nie zaczepił, i że to był tylko raz, ale to nie pomaga. Od razu jak mam gdzieś wyjść mam jakieś wizje, że ktoś mnie napadnie. Co powinienem zrobić?