Witam.
W listopadzie 2013 r. lekarz stwierdził, że mam aftę na migdałku. Przepisał mi antybiotyk i po wzięciu zeszło. Po ok. 2 tygodniach pojawiło się znowu, płukałam gardło płynem przeciwko aftom "Lips". Schodziło po paru dniach, ale po tygodniu, dwóch znowu wracało. 6 lutego poczułam ból w gardle w okolicy migdałków, pojawiły się jakby zarysy ropy. Rano, w piątek 7 lutego, od razu po wstaniu nie umiałam połykać, jeść, pić ani przełykać. Nie potrafiłam nawet otworzyć buzi, bo migdałki były tak bardzo spuchnięte i zropiałe. Wieczorem dostałam gorączki - 38 stopni, która sama zeszła po jakimś czasie. Ból promieniował aż do ucha, tylko po lewej stronie, gdzie migdałek był większy. Nie było żadnego kaszlu, kataru. Byłam dziś u lekarza i powiedział, że moje migdałki są bardzo owrzodzone i skierował mnie do laryngologa, a jutro mam jechać do laboratorium na badania na wymaz z gardła na posiew.
Nie pytałam o to lekarza, ale czy może to być rak migdałka lub paciorkowcowe zapalenie gardła patrząc na objawy?