Jestem hodowcą psow, ale hodowla dla mnie to nie zrodlo zarobku a moja pasja, moje życie...I przejdę od razu do rzeczy- nie zawsze wszystko jest tak jak byśmy chcieli, czasem zdarza się , ze maly szczeniak umiera zaraz po porodzie, czasem trochę starszy..
zawsze to strasznie przezywam i odchorywuję a lata hodowli wcale mnie nie uodparniają....to co przydażylo mi się tydzień temu nie pozwala mi jednak normalnie funkcjonować (- nie mogę przestać o tym myśleć a bol rozwala mi serce. Jeden szczeniak z miotu urodzil się slabszy od reszty (byl podduszony) karmilam go sondą i bylo coraz lepiej.. po 5 tyg zacząl mieć problemy z wyproznianiem , ratowalam go laktulozą , nospą itp.. I jakoś funkcjonowal choć nie byl calkiem ok. Po 7 tyg szczeniaki wynosimy z salonu na parter domu (to duza rasa) i jego też wynioslam. Nie kontrolowalam już jego wyprozniania mając nadzieje, ze wszystko będzie już ok..a nie bylo..kiedy zareagowalam bylo za pozno..umieral calą noc w cierpieniach korych ja mu dolozylam- karmilam go na sile a na sekcji okazalo się, ze on mial megacolon (- Żal i zlość na siebie, ze nic nie zrobilam, ze on byl do odratowania nie pozwala mi przestać o tym myśleć. Wciąż widze te smutne oczka i momenty kiedy byl wesoly. Czuje się jak podla świnia ktora go calą noc maltretowala....
Czy są leki ktore pomagają w takich sytuacjach??? Afobam nic nie daje- poprostu więcej po nim śpie a nie o to chodzi...