Witam wszystkich.Mam na imię Łukasz,mam 23 lata.Własciwie niewiem czemu zakładam ten temat.Niechce odpowiedzi,pomocy,porady czy wsparcia gdyż to w niczym mi niepomoże.Chce bardziej by ktoś to przeczytał i choć spróbował mnie zrozumieć.A więc zaczne od tego gdyż od dobrych 5 lat lecze sie na zaburzenia psychiczne,lecz wątpie by jaki kolwiek psychiatra wierzył w moje zaburzenia,leki typu seronil depakine chrono hydroxylizum (przepraszam za nazwy i błędy w nich ale z głowy pisze w totalnej rozłamce),było pare innych leków ale było tylko gorzej,stałem sie ospały,jeszcze bardziej tępy i nie do życia.A wiec moja pierwsza wizyta była spowodowana dość dziwnym zjawiskiem.a bardziej uczuciem.Żaden psychiatra niepowiedział mi co to tylko faszerował lekami.Każdy z nas zna uczucie Deja vu,a wiec najczęsciej w miejscach w których znajdują sie duże skupiska elektrycznosci ale zdaźa sie tez np na ulicy,na przystanku itp,ok 20 sekund przed już czuje że zbliża sie to "uczucie"(sam niewiem jak mam to określić).jest to nawet przyjemne,a polega na tym że gdy dopada mnie to,to odłączam sie od rzeczywistośći,zawsze słysze te same słowa,świat jest inny,dziwny,mimo iż jest to czasem przyjemne chce by to sie skończyło,w trakcie niepanuje nad tym co sie dzieje,ale nigdy sie w tym czasie nieodzywam (choć niejestem pewny tego,nic niepamiętam potem).Zawsze mnie ciekawiło co to za słowa które zawsze słysze w głowie,gdy z kimś akurat rozmawiam to ta osoba to muwi,a jesli jestem sam słysze dziwny głos to muwiący,ale nigdy niepamiętam co to były za słowa, trwa to ok 30 sekund,kiedyś było to częste,gdy zacząłem brać leki ustało ale cała reszta umysłu zaczęła być niszczona,od ok 3 miesięcy odstawiłem sam leki bez wiedzy lekarzy,i powróciło.Ale to najmniejszy problem,jestem bezrobotny,mam 2 braci w tym jeden równierz od paru lat leczący sie psychiatrycznie,do tego z ostrą wadą mowy,jąkanie.najstarszy brat mimo widocznych przezemnie objaw nieuwaźa sie za człowieka z problemami,i dodam ma innego ojca,który dawno nieżyje,tylko mamy tą samą matke.Ojciec od małego bił mnie,poniewierał,upokarzał,o wszystko,a matka wpajała mi źe do niczego sie nienadaje i nieporadze sobie w życiu.Pużniej ojciec wpadł w powazną depresje,bał sie nawet z domu wyjść.A ja znalazłem ucieczke w grach,internecie,zaniedbując własne życie,zawaliłem szkołe zawodową przez rówieśników.gnębiących mnie przedewszystkim przez otyłość i biede,oraz problemy z nadpotliwością ciała,znalazłem wkoncu prace na dłużej,ale po 1.5 roku zwolniłem sie,niewytrzymałem,byłem poniźany i gnębiony,szczegulnie przez współpracownika z którym długo pracowałem.jestem naiwny i nienaleźe do inteligentnych ludzi.ale zawsze potliwość i otyłosc była najbardziej nieakceptowana.A teraz o mojej matce.Po pozostawieniu pracy zaczeło sie piekło w domu.matka gnębiła mnie straszyła wyrzuceniem z domu itp i tak zostało do dziś,mam dziewczyne,wyjątkową która zaakceptowała mnie takim jakim jestem.Matka ma spore problemy psychiczne ale z nią nieda sie juz rozmawiac,cokolwiek niepowiem lub sprubuje bronić sie przed jej zarzutami zawsze ta sama gadka,mam wynosić sie z domu albo iśc do pracy,ale ja juz sie boje wszystkiego.Nawet każdego spojżenia na ulicy,a często jestem celem śmiechu na ulicy.Dla niej teraz liczą sie tylko jej koleżanki i młodszy brat.Boje sie że strace dziewczyne jedyną która mnie akceptuje.dziś np zostałem przez matke zmieszany z błotem wyzwany od śmieci itp że wyrzuci mnie z domu i bd mieszkał pod mostem bo zwróciłem jej uwage na zostawiony przez nią makaron przypalający się na gazie.Teśc chciał mi pomóc.wziął mnie do sb na tydz do pracy do firmy ale dałem ciała.Zrozumiałem że śmierc jest jedynym lekarstwem.Poddałem sie,nienadaje sie do niczego.mam dość.nawet teraz gdy pisze jego posta słysze z pokoju obok obelgi w moim kierunku.Zniszczyli mnie.Nieumiem być samodzielny,nieradze sobie juz z życiem.Ale myśle że rodzina wmuwiła mi to i taki sie stałem.Kończe to bo niema sensu juz dalej opisywać mojego beznadziejnego życia.Boje sie śmierci ale powoli zaczynam sie przekonywać.