Witam.
Mam silną skoliozę (ok.50 stopni w odcinku lędźwiowym i 30 w piersiowym), a z tego powodu masę przykurczów w powięziach. Ostatnio zaczęłam się rozciągać, przy czym nie robiłam obciążających ćwiczeń. Rano obudziłam się niesamowicie lekka; niektóre przykurcze rozluźniły się niemal zupełnie, nawet moje plecy wydawały się dziwnie płaskie. Niestety następnego dnia zaczęłam odczuwać lekkie zawroty głowy, bóle mięśniowe, ból pod żebrami. Delikatne uderzenia gorąca i zimna mieszały się z drętwieniem palców. Miałam (i mam do tej pory) problem z utrzymaniem równowagi.To tak jakby moje taśmy powięziowe zaczęły "wędrować" bez ładu i składu.
Co mogę zrobić, żeby zwykłe rozciąganie nie dawało takich efektów? Czy konieczny jest w tej sytuacji zabieg osteopatyczny? I przede wszystkim: jak uwolnić się raz na zawsze od tych skurczów powięziowych?