Witam. Parę lat temu miałem leczoną (nie kanałowo) szóstkę, która miała spory ubytek. Przez kilka lat z zębem nic złego się nie działo. W grudniu przed Świętami dziąsło przy szóstce spuchło, ząb zaczął bardzo boleć, a na twarzy zrobiła się gula. Dentysta rozwiercił mi zęba (bez znieczulenia - ząb był już martwy), żeby "gazy zgromadzone w dziaśle wyleciały" włożył do środka antybiotyk i przepisał antybiotyk do łykania przez 5 dni. Opuchlizna zeszła, ropa wyleciała, ząb nie bolał, jednak wciąż był rozwiercony.

Dwa dni temu wybrałem się do innego dentysty, żeby ustalić co z tym zębem zrobić - leczyć czy wyrywać. Dentysta powiedział mi, że spróbują go odratować. Tak więc na jednej wizycie pod mikroskopem przeprowadzono leczenie endodontyczne, z koferdamem, pod mikroskopem, odbudowano mi ściany zęba i wypełniono go różową tymczasową plombą. Następną wizytę mam na kwiecień, by zęba skończyć. Po zabiegu dziąsło dookoła tej szóstki było trochę pocharatane i delikatnie poranione w kilku miejscach (od narzędzi), dentysta powiedział, że przez kilka dni dziąsło może trochę dokuczać, ale by się tym nie przejmować. Nic mnie nie bolało.

Następnego dnia wieczorem dziąsło przy tym zębie spuchło i zaczęło mnie boleć, jakby pulsować. Spuchło też delikatnie niżej (bliżej szczęki, nie tylko przy samym zębie). Rano gdy dotknąłem dziąsła przy zębie, wyleciała z niego ropa. Ból ustał, jednak wciąż jest niewielka opuchlizna.
Nie czuję bólu przy nadgryzaniu, dotykaniu itp.

Czy ta opuchlizna i ropa to powód do niepokoju? Czy poczekać kilka dni, aż zejdzie?