Witam,jestem dziewczyną i mam 18 lat. Chodzę do 2 klasy liceum.
Nie wiem od czego zacząć,więc opiszę wszystko po kolei.
Miałam 15 lat,kiedy w mojej szkole pojawiła się pewna dziewczyna Sylwia (tak ją nazwijmy). Była rok młodsza ode mnie i zawsze była sobą,była wyluzowana i kontaktowa,a mnie to strasznie denerwowało(jak przystało na ten wiek). Robiłam sobie z niej żarty,śmiałam się z niej,aż w końcu dla żartów przyszłam na mecz,który grała. Po meczu poszłyśmy się przejść i normalnie rozmawiałyśmy. Następnego dnia,gdy opowiedzialam o tym mojej koleżance,ona na to '' pewnie sie zaprzyjaźnicie ''. Zaprzeczałam.
Ale to przerodziło się w coś cudownego. Wspólne rozmowy,wspaniałe spędzanie czasu. Właściwie odizolowałyśmy się od innych. Byłyśmy tylko my. Codziennie. Nawet nie myślałyśmy o tym,by znaleźć sobie chłopaków. Nam oni nie byli potrzebni. Październik, Listopad, Grudzień, Styczeń, Luty, Marzec, Kwiecień, Maj, Czerwiec, a w lipcu przeżyłyśmy koszmar. Musiałyśmy rozstać się na 3 tygodnie. To dla nas było okropnie dużo. Sylwia wyjechała ze swoją koleżanką Natalią (tak ją nazwijmy) nad morze,a ja na obóz. Mimo,że ja byłam na Węgrzech i koszty rozmów telefonicznych były ogromne, my nie zważałyśmy na to. Codziennie musiałyśmy rozmawiać co najmniej godzinę. Po tych trzech tygodniach spotkałyśmy się i resztę wakacji spędziłyśmy razem.
Minął rok od naszego poznania się. Październik (gdy słyszę nazwę tego miesiąca,chce mi się płakać ). Wszystko zaczyna się psuć. Kłóciłyśmy się. Byłyśmy o siebie zazdrosne. Kiedy ktoś przytulił Sylwię, lub z nią rozmawiał, ja dostawałam szału. Ona nie była zazdrosna, aż do tego stopnia. To była chorobliwa zazdrość. Wiem o tym. Raz uderzyłam ją w twarz. Wybaczyła mi,ale już od tej chwili nie było jak dawniej (mimo tego,że Ciągle spotykałyśmy się dzień w dzień). Chciałam pozbyć się tej zazdrości,ale ona ciągle mnie dręczyła. Przez chwile myślałam, że może zmieniłam orientację,że może się zakochałam w Sylwi,ale na szczęście szybko wybiłam to sobie z głowy.
Mimo,że Kochałam ją jak siostrę, tak ponad wszystko,to ciągle wszystko psułam. Ciągłe awantury. Ona kilka razy chciała zakończyć tą przyjaźń,ale zawsze udawało mi się ją przeprosić i zawsze zmieniała zdanie.
1 września, byłyśmy ze znajomymi na ognisku,uczcić rozpoczęcie roku szkolnego (ja 2 liceum,ona 1 ) . Wypiłam trochę. Z nerwów. Byłyśmy tam z jej znajomymi z nowej szkoły, a ona na mnie nie zwracała w ogóle uwagi. Rozmawiałam tylko z jednym chłopakiem,który mnie przytulił,bo widział,że jest mi smutno. W tym momencie podeszła Natalia i powiedziała ' zachowujesz się jak dziwka' a Sylwia na to ' no właśnie'. Wtedy,z uwagi na to,że byłam lekko pijana, coś we mnie wstąpiło. Zaczęłam płakać tak strasznie. Wyzywać obie te dziewczyny. Sylwie uderzyłam kilka razy. ( nie oddała mi,ciągle jest tego zdania,że nie potrafiłaby mnie skrzywdzić). Zachowywałam się jak opętana. Na jej oczach chciałam rzucić się pod tira. Tego dnia złamałam sobie nogę,przez tą sytuację.
Po kilku dniach niewidzenia się, Sylwi zrobiło się mnie żal,tego,że mam złamaną nogę. Spotykała się ze mną tydzień, może dwa. Jednak to było juz co innego. Potrafiłyśmy bez słowa siedzieć na ławce kilka godzin. Ale po prostu potrzebowałyśmy tego,by być obok siebie. Nie starałam się,mimo tego,że mi wybaczyła. Nie starałam się odbudować w niej zaufania. Wydawało mi się,że mogę ją tak po prostu mieć na kiwnięcie palca.
Chyba 20 września 2011 umówiłyśmy się o godzinie 14 (dokładnie to pamiętam). Spotkałyśmy się. Ona w ogóle się nie uśmiechała. Pytałam co się stało. Powiedziała,że to koniec i żebym nie płakała. Od tej pory, nie mamy ze sobą kontaktu. Dziś mijają 4 miesiące. Pisałam do niej,dzwoniłam,ale nie odbierała,lub opisywała,żebym wreszcie dała jej spokój. Chciałabym,wiem,że powinnam po tym wszystkim,ale ja nie potrafie. Mówią,że czas leczy rany. A ja z dnia na dzień czuję się coraz gorzej. Najgorsze są poranki i wieczory. Wtedy nie mogę powstrzymać łez. Tak bardzo potrzebuję Sylwi. Była dla mnie kimś znacznie więcej. Czułam się przy niej,jakbym była sama ze sobą,jakbym nie musiała nic ukrywać i robić co chce,nawet jesli miałoby być to głupie.
Wiele mnie nauczyła ta sytuacja. Wiem,że po tych 4 miesiącach mogę być dla niej lepsza. Wiem,że byłabym w stanie odbudować to zaufanie. Tylko co mam zrobić,żeby przekonać ją do spotkania. Któregoś dnia,jak chciałam ją poruszyć i napisałam sms z tym jak mi jej brakuje bla bla, to ona powiedziała,że jej to nie ruszy,bo przeze mnie ona nie ma juz serca. Więc co innego? Po prostu muszę ją zobaczyć,muszę. Czas nie wyleczy ran.
Między nami było takie przywiązanie,lojalność (na początku ), ciepło. A teraz? Zostałam sama. Z góry dziękuję za pomoc.