Witajcie,

W poniedziałek (tj. 27.04) jestem umówiona na zabieg (bo nie wiem czy można to nazwać operacją..) wycięcia trzeciego migdałka. Powodem oczywiście są ciągłe choroby. Pierwszy raz zapalenie ucha miałam w zeszłym roku w lutym, antybiotyk 3 tygodnie, potem przeszło. Niestety, od stycznia tego roku, jestem teoretycznie NON STOP na antybiotyku (może łącznie 4 tygodnie nie byłam na nim). Nawracająca ropa w gardle, zapalenie uszu itp itd. Zabieg wycięcia miałam na początku zaplanowany na koniec czerwca, cudem udało mi się wybłagać wcisnąć wcześniej (jakbym miała być do czerwca na antybiotyku popełniłabym chyba "samobójstwo", i tak mam szwankujące nerki i nie wiem jak to wytrzymują) i przełożyłam zabieg właśnie na 27.04. Z moim szczęściem jakoś 7.04 zaczęły się bóle gardła (najpierw myślałam, że od palenia), a 13.04 były już nie do wytrzymania (i to naprawdę nie do wytrzymania). Wzięłam antybiotyk i brałam go do 20.04 (równo 7 dni). Teraz mam katar i kicham (co się z tym wiąże przecież), ale już mi schodzi, kicham bardzo mało, max. 5 razy dziennie i z dnia na dzień jest lepiej. Katar to nawet nie katar, tylko 50% krwi (od dziecka miałam problemy z krwawieniem z nosa, przy katarze to już kaplica) a 50% "kataru". Dodatkowo w ten nieszczęsny poniedziałek powinien mi się zacząć okres. Czy jeśli pójdę na ten zabieg (w końcu narkoza) to jest to jakieś wielkie niebezpieczeństwo dla mojego organizmu?