Mam 23 lata, mój chłopak 24. Los nie połączył nas po raz 1, on mnie wcześniej zawiódł, ale mu wybaczyłam. Za 2 teraźniejszym podejściem to już 2 letni związek, ale od początku myślałam: "to zbyt piękne, żeby było prawdziwe"... Teraz może nie myślę, że to takie piękne jak było kiedyś, ale wciąż go kocham niestety nie opuszcza mnie wrażenie, że on nie traktuje mnie na poważnie.

Zacznę od tego, że jest facetem, który nie jest wylewny w wyrażaniu uczuć i emocji (wszystko skrzętnie ukrywa, lub po prostu go to nie obchodzi- do dziś nie wiem) a jeśli jak zawsze ja zacznę rozmowę to albo zwala winę na mnie, że ja wyszukuję problemu, albo po prostu stwierdza, że chce mieć spokój. Ja z kolei jestem osobą całkowicie przeciwną nie mam problemu z wyrażaniem uczuć ani rozmową. Z tym, że on każdą rozmowę odbiera jako kłótnię i atak na niego. A ja mówię spokojnie pracowałam nad tym by go zbytnio nie oskarżać. Rozmowa z nim to zwykle mój monolog...
kończy się to zwykle tym, że on uświadamia mi, że to ja zrobiłam problem a on nie ma mnie za co przepraszać, lub po prostu zapominamy o sprawie (na 2 dzień on zachowuje się jak gdyby nic się nie stało i oczekuje tego samego ode mnie) a sprawa jak była tak jest... Często później wraca z 2 razy większym rozgoryczeniem...
Raz zdobył się na to by powiedzieć, że mnie kocha. Później jak go pytałam to potwierdzał, że "tak" lub "przecież wiesz". Im częściej on mnie tak zbywa tym bardziej mnie to dziwi i zastanawia czy on mnie na prawdę kocha. A im częściej go pytam tym on się bardziej irytuje i daje mi coraz bardziej zbywające odpowiedzi.

Kolejną dziwną sprawą jest to, że jesteśmy ze sobą 2 lata z czego mieszkamy ze sobą około 1,5 roku. Jesteśmy za granicą jego mama mnie zna bo z nią mieszkamy, ale moi rodzice go nie znają. A z szacunku do nich wypadałoby, aby poznali. Kiedy mu o tym wspomniałam na początku nie chciał, po namowach się zgodził (ale tylko raz!...) Nie wiem czego on się boi... Bo moi rodzice są bardzo tolerancyjni, a on zachowuje się jakby to był dla niego ogień piekielny.

Następna dziwna sprawa. Mój pan Ł pojechał sobie na wycieczkę beze nie nawet nie pytając mnie o zgodę z menadżerem z naszej wspólnej pracy którego bardzo nie lubię (za aroganckie zachowanie, pogardę dla innych i takie dopiekanie innym). Po prostu zabookował bilet i tyle. Gdybym się sama nie domyśliła, że coś jest nie tak nie wiem kiedy bym się o tym dowiedziała- może w momencie jego pakowania się.... Wściekłam się zerwałam z nim od razu. Jednak on tłumaczył, że to zwykły męski wypad, przygoda itp. lub, że go ograniczam. Tylko, że ja tego nie akceptowałam, a on miał to gdzieś. Tym bardziej wydawało mi się, że powinien się zachować inaczej skoro ten koleś później sobie ze mnie żartował, a ludzie byli ciekawi i również dopiekali i pogarszali sytuację skończyło się na przeprosinach od nich wszystkich, od mojego chłopaka też, ale nie jestem jakoś przekonana czy taki wyjazd się nie powtórzy ( jednak dałam mu 2 szansę). Później ten menadżer jechał jeszcze do Nepalu. Tym razem mój chłopak wziął mnie pod uwagę i zapytał czy chciałabym pojechać z nim tym kolesiem i jego żoną. Ja stwierdziłam, że nie zadaję się z takimi ludźmi jak ten facet a tym bardziej, że mnie obraził najpierw musi przeprosić albo nigdzie nie jadę. Zaakceptował to i również nie skorzystał z oferty. Byliśmy również na wakacjach za granicą sami.

Następna dziwna akcja mojego chłopaka jest to jak zerwał z byłą dziewczyną którą ponoć kochał. Jednak tu się wszystko komplikuje. On zerwał dla mnie ze związkiem na odległość. Więc w Polsce jest jego była dziewczyna, z którą całkowicie urwał kontakt zamiast zerwać normalnie i z szacunkiem jak człowiek. Nie popierałam tego w pewnym momencie nawet mu o tym powiedziałam, żeby zerwał z nią normalnie i wytłumaczył, a nie urwał 3 letni związek bez słowa wytłumaczenia (również nie wiem jak tak można kogoś potraktować) ale to była jego sprawa ja nie mam prawa się wtrącać w sumie. Podsumuję to na mój rozum albo jest egoistą albo faktycznie na tyle boi sie uczuć i nie umie o nich rozmawiać. Znów ta niepewność.

Do Polski jeździ sam na początku się o to nie martwiłam, z czasem jednak wzbudziło to wątpliwości jak dłuższy czas nie proponował mi abym pojechała z nim. Kiedy w końcu go o to zapytałam tłumaczył, że jego babcia ma małe mieszkanie czyli on śpi na wersalce w kuchni jak do niej przyjeżdża a ona w pokoju na łóżku. Uznałam to za ok, ale później coraz bardziej mnie to drażniło im więcej czasu z nim byłam im bardziej miałam co do niego coraz więcej niepewności tym bardziej również i to mnie zastanawiało. W końcu kiedyś poszła ostra kłótnia o to i przyznał mi się, że jest tchórzem bo chodzi mu o znajomych i rodzinę tamtej dziewczyny gdyż jeszcze ich nie spotkał i może nie spotka ale boi się ich reakcji. Nie chciałby tej reakcji przeżyć idąc w tym samym czasie idąc ze mną bo nie wie co będzie. Czyli wysnuwam wnioski, że on dobrze wie jak się zachował wobec tamtej dziewczyny i boi się a wręcz unika konsekwencji za swoje zachowanie, co się odbija również na moim związku z nim bo dlaczego ja mam się denerwować z powodu jego źle podjętej decyzji, która nawet mnie nie dotyczy a wręcz mu tą decyzję odradzałam...
Albo również nigdy nie wiadomo, że on tam nie jeździ do babci i do kolegów a może potrzebuje odskoczni i może mnie zdradza może zrobił sobie taką lukę (czas tylko dla niego i robi co chce). Tego również nie wiem i się obawiam.

Z tego wszystkiego złego ma on również dobre strony nie pali, nie pije, nie wyłazi mi po kolegach etc. Tylko czasem wyjeżdża do Polski do swoich kolegów. Gdzieś tam również widzę jego starania i co dla mnie zmienił lub poszliśmy na kompromis. Robi dla mnie śniadania często (jego mama mówi że nigdy nikomu nie robił). Kocham go, sex z nim również jest udany. Każdy ma swoje wady i zalety.
Jednak mam wrażenie, że coś jest nie potrafię po 2 letnim związku wciąż ocenić czy to są wady i zalety czy po prostu mu na mnie nie zależy a może po prostu nie dorósł. Nie wiem. Może ktoś po przeczytaniu tego wyciągnie z tego wnioski osoby trzeciej. Miła by była opinia profesjonalisty.
Z góry dzięki