Mam ogromne problemy z organizacją czasu, punktualnością i efektywnością pracy- które z kolei wynikają z moich kłopotów ze snem...

Dopóki nie poszedłem do liceum, nie miałem problemów ze spaniem. 23- 24 szedłem przykładnie do łoża, i byłem zawsze sprawny.
Jednakże, od kiedy poszedłem do liceum zaczęły się moje problemy psychologiczne (obecnie z nich wychodzę), bynajmniej niezwiązane z nadmiarem zajęć czy środowiskiem szkolnym, wskutek czego rozregulował mi się zegar biologiczny.
Idę spać koszmarnie późno, normalnie to 1 w nocy, ale często zdarza się że jest to druga, trzecia, a nawet czwarta nad ranem! I nie są to sporadyczne wypadki- w ostatnim tygodniu prawie straciłem przytomność bo co noc szedłem spać o trzeciej nad ranem, a potem o 6.00 szedłem do szkoły. Byłem skrajnie wykończony.

Najgorsze jest to, że nie mogę tego odsypiać. Dlaczego? Bo jest tu taki paradoks:
- gdy śpię 4-5 godzin w nocy to w dzień jestem zmęczony, ale przez to że mam płytki sen budzę się wcześnie i nie tracę na punktualności ani organizacji czasu
- z kolei gdy śpię 8-10 godzin to wpadam w taki głęboki sen, że nie działają na mnie budziki i wstaję o dziesiątej czy jedenastej- włącznie z dniami szkolnymi!

I tak źle, i tak niedobrze... Albo chodzę jak zombie po nieprzespanej nocy, albo budzę się w południe :/

Co na to poradzić? Problem w tym, że tak się przyzwyczaiłem do tego chorego rytmu, że gigantyczne trudności sprawia mi pójście spać choćby o północy. Mam słabą wolę :/