Witajcie

Postanowilem sie nie rejestrowac aby zachowac anonimowosc. Chciałbym aby mój wpis był raczej neutralny i postaram się nie przychylać się jednej stronie.

Jestem w związku od 10 miesięcy (na odległość - spotkania kilka razy w miesiącu), bardzo mi zależy na mojej partnerce, chcę aby to była ta jedyna. Niestety mam coraz więcej obaw dotyczących tego czy to będzie możliwe. Oboje mamy bardzo trudne charaktery. Martwi mnie fakt, że dość często się sprzeczamy po czym moja wybranka jest obrażona, czasami uważam, że są to bardzo błache powody, o które nie powinna się gniewać. W związku z tym automatycznie szukam tego w czym zawiniłem, przepraszam za to i staram się cokolwiek zmienić, czasem niestety zrobie jakąś głupotę i wszystko od początku... Szczerze, czasem mam obawy cokolwiek powiedzieć aby nie było z tego powodu, żadnej sprzeczki - po prostu bardzo mi zależy na tej osobie, nie chce jej ranić, często robie to nieumyślnie. Takie sytuacje zdarzają się czasami, potem jest już wszystko ok, do czasu...

Na naszej drodze pojawiło się pare brudów z przeszłości, mianowicie zmyślona historia, która wpłynęła na obniżenie zachowania. Była to pewna rozmowa z dziewczyną, w której niestety musiałem trochę nazmyślać aby się ode mnie odczepiła - sprawa jest jasna, proste argumenty nie docierały więc trzeba było wymyślić, że jestem zajęty i tyle.

Drugą sytuacją, przy której były problemy to wyrażenie komplementu dla koleżanki "moje ulubione zdjęcie - przechowywałem je u siebie na komputerze", z którą musiałem przez to kontakt zakończyć. Z tą koleżanką łączyła mnie próba bycia razem 3 lata temu, teraz nic by się nie wydarzyło. Rozumiem, że moja mogła to odebrać jako zagrożenie więc postanowiłem, że najlepszym rozwiązaniem będzie zakończenie znajomości, pomimo tego, że kontakt z tą osobą miałem na zasadzie "co słychać?" raz na dwa miesiące.

Moja wybranka bardzo pasjonuje się modą, zamówiłem dla niej bluzke, która przyszła do mnie jako prezent, byłem do niej neutralnie nastawiony lecz pisałem, że jest fajna. Widziałem jak bardzo się jej podoba więc nie chciałem jej sprawiać przykrości, wczoraj niestety napisałem, że: "ładna ta bluzka, wcześniej mi się nie podobała, ale teraz jest super!". Mogę przyznać, że było tutaj małe kłamstewko, ale chciałem je usprawiedliwić, tym że nie chciałem jej sprawiać przykrości ponieważ jej uczucia stawiam na pierwszym miejscu. Chyba jednak trzeba było powiedzieć o tym wcześniej.

Od poczatku mojego życia nie miałem za sobą poważnego związku, nie wiem jak czasem postępować. Od zawsze byłem gorszy od innych, w szkole mi doukaczo z powodu wady wzroku przez co automatycznie wszyscy mieli za sobą kilka dłuższych związków a ja byłem samotnikiem. Ten jest najdłuższy i chcę aby tak pozostało do końca.

Zdarzyła się sytuacja, w której trochę podniosłem ton na nią, była również obrażona. Zacząłem się kontrolować i sytuacja nie ma już miejsca. Dotarło do mnie to, że jest wrażliwa, nie lubi gdy się na nią krzyczy. Jako gorsza płeć czyli facet bywały sytuacje kiedy jej nie słuchałem i swoją uwage poświęcałem czemuś innemu - to też przewalczyłem i staram się zawsze być na bieżąco w temacie. Jako gorsza płeć i samotna duszyczka miałem w zwyczaju rozglądać się za kobietami, raz sporzałem na jedną dziewczyne na ulicy, oczywiście też był problem - kolejna sytuacja którą pokonałem - żadnego rozglądania się za kobietami.

Ogólnie usłyszałem, że jestem: dziecinny, złośliwy, podły, potrafie ciągle docinać, że osoba, która prawdziwie kocha nie robi tego. Stwierdziła, że jestem dziecinny. Staram się robić co mogę, gdy jest obok mnie zawsze pomagam, doradzę w czymś, przyniose coś, podam, przytule, powiem kilka miłych słów, zastępuje w jej obowiązkach, w sytuacji gdy trzeba coś załatwić zawsze to robię, zabiorę do kina, na kolacje, zaplanuje jakiś miły wypad, odpoczynak. Możliwe, że jest to za mało, możliwe, że jednak moje wady wygrywają ze staraniami.

Boje się ją stracić, jest dla mnie wszystkim i to z nią planuje swoją przyszłość. Zastanawiam się co mogę zrobić aby zmienić tą złośliwość, podłość, docinki i bycie dziecinnym. Nie zaprzecze, że nie ma tutaj racji, czsami się tak głupio zachowuje, ale martwią mnie jej rakcje - brak odpowiedzi, brak reagowania na moje zachowania, przeprosiny. Dużo tego było, zapewnienia i obietnice nie wystarczą, staram się zmieniać ale czasami mi się noga powinie. Nie jestem idealny, mam dużo wad. Nie wiem co zrobić, męczy mnie to czasem. Boje się jej też napisać swoje zdanie ponieważ bywa on czasem zupełnie inny niż jej, nawet gdy ja go uargumentuje ZAWSZE znajdzie jakiś argument, na który nie wiem co odpowiedzieć i muszę przyznać, że ma racje. Czuje się czasem jak pantoflarz, popychadło. Jak delikatnie to wszystko zmienić, jak reagować? Nie potrafie nawet zadać konkretnego pytania, może potrzebuje jakiejś porady z zewnątrz, kogoś kto był w podobnej sytuacji, może komentarza. Nie mam pojęcia.