Witam!

Kilka miesięcy temu udałem się do urologa, ponieważ zauważyłem że napletek nie ściąga się w łatwy sposób, a gdy już to nastąpi powoduje bolesny ucisk. Po konsultacji z lekarzem, czekałem na zabieg obcięcia wędzidełka, na początku myślałem że jest to jakaś forma stulejki, więc nie ukrywam, że byłem zadowolony z takiego obrotu spraw. Zabieg, a nie operacja, bez hospitalizacji itd. Zabieg przeszedłem bez komplikacji, aktualnie jestem już miesiąc po, szwy odpadły lub też się wchłonęły. Wszystko zapowiadało się dobrze, jednak niedawno postanowiłem sprawdzić czy nastąpiła wyraźna poprawa, i tutaj pojawił się kłopot. Wędzidełko owszem jest obcięte, ale po zsunięcie napletka wciąż powoduje dyskomfort i delikatny ból/szczypanie w miejscu przeciętego wędzidełka. Ponadto miejsce to jest bardzo mocno napięte. Zastanawiam się czy to tylko chwilowa sytuacja, a wszystko minie po pewnym czasie i będę mógł współżyć bez tych nieprzyjemnych odczuć, czy zabieg został prawidłowo wykonany lub czy właściwą decyzją powinien być bardziej inwazyjny zabieg. Lekarz, który mnie operował i zdecydował o tym zabiegu jest delikatnie mówiąc gburowaty, popadł w rutynę i ciężko się z nim rozmawia, choć wydawał się być profesjonalistą. Gdy okaże się, że będzie potrzebna poprawa jego "dzieła" to zapewne zdecyduje się na innego lekarza. Jeśli ktoś przebył podobne doświadczenia to nie muszę mówić, że tego typu problemy powodują ogromny dyskomfort, zarówno fizyczny jak i psychiczny. Szczerze mówiąc to podjąłbym się nawet zabiegu obrzezania, jeśli tylko zapewniłoby mi to ostateczny koniec kłopotów.

Liczę na szybką odezwę