Witam, mam problem z nowymi okularami. Całe życie używałem soczewek sferycznych. Wady w oczach to odpowiednio: 2,5 lewe oko, prawe ponad 4, są to plusy. Z racji tego, że za pierwszym razem okulary zostały wykonane przez salon w sposób dość mocno odbiegający od standardów (m.in. źle wpasowane szkła w ramkę), postanowiono mi to wynagrodzić. Dostałem "w nagrodę" za ich pomyłkę szkła asferyczne z największym stopniem cieniowania, by uzyskać jak najlepszy efekt wizualny. Problem polega na tym, że noszę te okulary ponad 2 tygodnie i nadal nie widzę w nich dobrze. Obraz po bokach jest rozmazany (to podobno częste zjawisko przy tego typu szkłach na początku ich używania), żeby widzieć coś wyraźnie muszę patrzeć na to na wprost, czyli trzeba cały czas kręcić głową. Przyznaję, że jest to dość męczące, poza tym często boli mnie głowa, oczy także. Zastanawiam się czy to już nie jest moment żeby zgłosić sprawę do salonu, bo być może ten okres adaptacji po prostu zakończył się niepowodzeniem i nie ma na co czekać. Ja żadnej poprawy nie odczuwam z kolejnymi dniami. Na bliski dystans widzę całkiem nieźle, ale jeśli coś jest dalej ode mnie, dajmy na to powyżej 1 metra i jest to np. napis pisany małą czcionką to łatwo tracę ostrość obrazu, bo wystarczy niewielki ruch głową i już nie patrzę środkiem szkła na obiekt, przez co jakość mojego widzenia pogarsza się. Czy ktoś miał podobny problem ze szkłami asferycznymi o mocy porównywalnej do mojej? Czytałem, że takim szkłom trzeba dać dużo czasu, no ale jak na razie to tylko się męczę z nimi i nie widać światełka w tunelu...