Witam! Wróciłam właśnie od lekarza i mam pewne obiekcje co do diagnozy ale przede wszystkim co do rady udzielonej przez p. doktor. Od 4 tyd. męczy mnie kaszel- na początku byłam lekko przeziębiona ale bez gorączki. Lekki katar potem 2 dni walczyłam z bólem gardła i właściwie tylko kaszel został- najpierw suchy, potem "głęboki", mokry, ciężko mi było odkrztusić wydzielinę, potem kaszel zamienił się w suchy i czuję, że wciąż mnie dusi i to duszenie właśnie wywołuje u mnie odruch kaszlu. Żadnych bólów głowy, zawrotów itd...P. doktor dosyć szybko mnie zbadała, osłuchała, naciskała węzły chłonne, okolice szyi i krtań ( tu kazała mi przełykać) ślinę zmierzyła ciśnienie i zajrzała w gardło. Stwierdziła, że to zapalenie zatok. Przepisała amoksiklav,flavamed,enterol i mycosyst. Antybiotyk mam przyjmować przez 3tyg. MOje wątpliwości pojawiają się w tym właśnie m-cu. Wyjeżdżam na 2 tyg w góry i boję się, że antybiotyk może mnie bardzo osłabić- p. doktor powiedziała mi, że mogę go zacząc brać po powrocie. Czy to nie dziwne? Poza kaszlem czuję się ok i nawet skłonna jestem zaryzykować i zacząć brać np. w drugim tyg pobytu, żeby nie paść po tym antybiotyku w połowie marszu. Zatoki to poważna sprawa, jeśli nie są leczone, opóźnienie w ich leczeniu raczej nie wpędzi mnie do piachu- od razu;P- ale nie chcę mieć poważniejszych powikłań. Mam pod ręką syrop i tabletki na kaszel. czy p. doktor nie przesadziła mówiąc, że mogę odpuścić antyb. do powrotu? Proszę o radę.