Mam niespełna 16 lat, ale jeśli zawierzać psychologom i pedagogom jestem jednak bardzo bystrą osobą, więc błagam o poważne traktowanie. Mam ok. 164cm wzrostu, ważę 49kg, w talii mam zaledwie 60cm, podczas gdy w biuście ponad 104cm(sic!). Ponad rok temu leczyłam się ginekologicznie luteiną(pod język) z powodu zbyt częstych miesiączek(zdarzały się co 1-2,5 tygodnia , trwające tydzień), leczenie trwało 3 miesiące, powinno 5, ale w porozumieniu z lekarzem odstawiłam leki bo powodowały reakcje alergiczne w postaci trądziku na twarzy i co najważniejsze najwidoczniej źle reagowały z moimi lekami na depresję(biorę asertin, asentralinę od 3 lat), powodując bardzo wyraźny spadek samopoczucia. Miesiączki mniej więcej trafiły na normę, cykl trwa do teraz ok. 21-23 dni, jednakże problem biustu ciągnie się już od 10 roku życia, a staje się coraz bardziej uciążliwy. Nie tylko dyskomfort psychiczny, ale coraz większy fizyczny, zaczynam mieć problemy z kręgosłupem(już od kilku miesięcy mam zapisaną rehabilitację), a przy mojej filigranowej budowie całego ciała wyglądam karykaturalnie. Dodam może że gdy miałam 11 lat, stwierdzono wysoki poziom TSH. lekarze brali pod uwagę niedoczynność tarczycy, ale z różnych powodów(które nie są mi wiadome) w końcu nie dostałam skierowania do poradni endokrynologicznej, (chociaż dostałam wtedy skierowania do kardiologa dziecięcego, okulisty, laryngologa i różnych innych, którzy zgodnie stwierdzili, że z ich dziedziny to nic mi nie jest) chociaż miałam większość możliwych objawów niedoczynności. Poza tym wszystkim mam kamicę nerkową i leczę się u nefrologa od dwóch lat. Nikt mi nigdy nie powiedział że mogę mieć problem z estrogenami, to tylko mój osobisty wniosek, a zanim będę próbować wcisnąć 'hipochondryczne diagnozy' specjalistom, chciałabym to skonsultować chociaż tutaj.

pozdrawiam A. E.