Witam, mam pewien problem, który doskwiera mi już od dłuższego czasu. Mianowicie, chodzi o to, że codziennie przed szkołą odczuwam wzmożoną potrzebę wypróżnienia się. Po prostu przed lekcjami muszę skorzystać z toalety po 3-4 razy, polega to na tym, że w domu przed wyjściem na autobus muszę wypróżnić się minimum raz, a jak dojadę do szkoły to często od razu po wejściu do budynku idę do łazienki i robię to samo, przez co spóźniam się na lekcje i mam dużo nieobecności. Oczywiście w wolne dni, kiedy nigdzie mi się nie spieszy lub kiedy wychodzę np. ze znajomymi gdziekolwiek bez stresu to nie mam takich problemów, także to nie jest nic związanego z chorobami układu pokarmowego itp. Ja już z tym nie daje rady, teraz mam ostatni dzień ferii, jutro znowu powrót do szkoły i boje się, że znowu zamiast skupiać się na lekcjach to będe musiał myśleć tylko o tym, żeby na lekcji przypadkiem nie zachciało się nagle załatwiać. Już było wiele takich sytuacji, że pomimo 2-3 wypróżnień przed lekcją musiałem zwalniać się w środku lekcji i biec do łazienki. Biorę po dwie tabletki węgla leczniczego przed szkołą, możliwe że trochę pomaga, ale problem tkwi w mojej psychice. Oprócz tego, doskwiera mi totalny brak apetytu i mam czasami uczucie jakbym miał zaraz wymiotować. Dopiero koło godziny 12-13 wszystko zaczyna wracać do normy, wtedy zazwyczaj zjadam pierwszy posiłek i nie mam już tych problemów z wypróżnianiem, mimo że jestem jeszcze w szkole. Gdybym np. chodził do szkoły na godzinę 16 to taki problem byłby mi zapewne obcy. Powiedzcie mi, z czego to wynika i w czym tkwi problem? Wiem, że może to się wydawać głupie i śmieszne, ale uwierzcie mi, że jak mam takie problemy praktycznie codziennie to aż odechciewa się czasem wszystkiego... Głupio tak każdego dnia pytać nauczyciela o pozwolenie na wyjście do ubikacji, to samo boje się co ludzie wtedy będą myśleć... Proszę o pomoc i proszę napiszcie, czy ktokolwiek miał kiedyś taki albo chociaż podobny problem. Pozdrawiam.