Jestem nałogowym palaczem papierosów, ale - mam nadzieję - już niedługo. O ile jednak mogę sobie wyobrazić unikanie palenia w dzień, o tyle trudno mi znaleźć remedium na ospały i oporny stolec rano inny niż fajki (które, nawiasem mówiąc, też nie są jakieś super skuteczne).

Dotychczas mój tryb porannego funkcjonowania wygląda tak, że wypijam mocarną kawę, potem jest pierwsza wizyta w toalecie, następnie spalam dwa papierosy, druga wizyta w toalecie, potem trzy papierosy i ostatnie posiedzenie. Dopiero po takiej męczarni (pomimo kawy i fajek gładko nie idzie) czuję względne wypróżnienie i mogę wziąć prysznic, po którym nie wchodzi w grę odwiedzanie kibelka aż do następnego poranka (dlatego chcę oddawać wszystko rano).

Efektem tego trybu jest makabrycznie długi czas mojego porannego zbierania - licząc parzenie kawy i schnięcie po myciu muszę wstawać o czwartej, aby pojawić się w szkole czy pracy o ósmej.

Staram się prowadzić zróżnicowaną dietę - jej bazą jest białe i czerwone mięso, jaja, ser żółty i twaróg, a uzupełnieniem - owoce, warzywa, ziemniaki, białe pieczywo, ciastka zbożowe i mleko. Wypijam co najmniej 2 litry wody dziennie.

Mogę zrobić coś, aby:
a) swobodnie wypróżniać się bez papierosów,
b) móc wypróżnić się za jednym razem, a nie za trzema, bez stosowania środków rozleniwiających jelita lub stwarzających ryzyko parcia w ciągu dnia?