Ł spalismy ze soba..na kazde wspomnienie o seksie reaguje agresja..po jakims czasie dowiedzialam sie ze wczesbiej tez mial kobiete z dzieckiem...nie ulozylo im sie..naciagnela go i ma po niej dlugi..pogmatwane bylo to wszystko..ciaglw zylismy w stresie..do tego jego klotnie z matka..i jedno i drugie uparte..fakt faktem tolerowalam ze nie chce sie kochac bo niby stres,niby nerwy,ciagla praca..mija rok i ciagle jak wspomne o seksie jest awantura ze mysle tylko jedna czescia ciala
Zdecydowal ze ok on chce miec dziecko..chce miec rodzine..kupilam mu leki na poprawe nasienia..troche bral ale zaczelam liczyc i sie okazalo ze przestal brac..nie zaczelismy sie znowu starac o dziecko..nie spimy ze soba rok..
Zaczal awansowac..miec wiecej pracy..wczesniej chociaz gdzies wyjezdzalismy..teraz w ogole..zaczal wyjezdzac sam do pracy..w to wierze.. ale zaczelo sie cos psuc..juz nie mial kompletnie czasu dla mnie..kiedys to jeszcze w lozku trzymalismy sie za reke i ogladalismy cos a teraz on odwraca sie tylem i patrzy w telefob siedzac na facebooku..przestalismy rozmawiac..kazal mi sie do siebie nie odzywac..z dnia na dzien jest coraz gorzej..on widzi tylko ten pirtal..ciagle z kims pisze wkleja swoje zdjecia..jestem zrozpaczona..mamy teraz remont..on tego nie nadzoruje..to ja mam wszystko na glowie..nawet wnoszenie worow po 25 kg na drugie pietro..ale potrafilabym to zniesc..odeszlabym dla dobra syna ale jest jeszcze cos...poprosil mnie o wziecie kredytow ktore przekraczaja w tym momencie moje zarobki on twierdzi ze to bedzie placil bo placi ale boje sie ze jak odejde to zaszyje sie gdzies a ja zostane z niczym a przeciez mam dziecko kocham go mimo wszystko..wiem ze to toksyczny zwiazek..ba domiar zlego o 1 w nocy w nowy rok zadzwonila do niego jakas dziewczyna..niby kolezanka zlozyc zyczenia..dzisiaj mija pare dni po tym fakcie..powiedzial ze ja usunal z fb i wykasowal jej numer telefonu..on nie rozmawia ze mna o niczym..wscieka sie jak pytam o co chodzi..kaze mi sie zamknac..dzisiaj weszlam pod jego nieobecbosc na chwile na fb i weszlam w wiadomosci..pisal niby z kolezanka ze nie ma na nic czasu ani na urlop ani nic..juz nie wiem co robic..czy zostac i czakac na cud i az mu przejdzie czy odejsc..widze ze jak sie nie odzywam to mu tak dobrze..i mimo ze mowi ze potrzevuje paru dni spokoju to bedzie coraz gorzej..prosze o pomoc bo jie wiem co robic.