Mój chłopak tydzień temu skarżył się na ból w okolicy węzła chłonnego i ogólne złe samopoczucie, dwa dni potem zaczęła pojawiać się wysypka. na początku przypominała ślady po ugryzieniu komara, rozprzestrzeniała się bardzo szybko, najwięcej kropek jest na wewnętrznej stronie ręki (między pachą a łokciem), na udach, ale również na plecach, stopach, dłoniach i w jamie ustnej, na dwa dni po wystąpieniu, krosty ropieją. Wysypka swędzi i boli do tego stopnia, że utrudnione jest mówienie. Byliśmy u lekarza rodzinnego od razu po wystąpieniu objawów, niestety nie miał pojęcia co jest przyczyną dolegliwości, odesłał do innego lekarza, dermatologa, ten jednoznacznie stwierdził, że jest to wirus, zalecił zażywanie wapna, clemastinum, picie dużej ilości płynów i zawiesinę pudru na złagodzenie swędzenia. Niestety, mimo stosowania się do zaleceń lekarza, wysypka i dolegliwości z nią związane nie ustępują. Czy możliwe jest, że lekarz się pomylił i jest co innego niż infekcja wirusowa? Czy jest sens pobierania wymazu z wysypki i oddanie do badania bakteriologicznego?