Witam. Od zawsze balem się lekarzy choć na szczęście przez 46 lat życia nie musiałem z ich porad korzystać. Obecnie mam problem, który mnie męczy psychicznie, mam czasem nie przespane noce. Boje się iść do lekarza i usłyszeć w moim przekonaniu złą diagnozę. Problem polega na tym, że od 3-4 lat na klatce piersiowej pojawił się guzek na skórze. Nie bolący, nie swędzący i tak sobie rósł i rósł. Teraz na jakieś 2-3 cm średnicy, jest na wyraźnej jakby podstawie, koloru ciemnobordowego. Przy lekkim uderzeniu czy to na śnie czy przy ubieraniu sie zaraz pojawia się krwawienie a potem strupek. I tak w kółko.Narośl ta jest na wierzchu, nie pod skórą, teraz ma liczne strupki, i jest wg. mnie bardzo ukrwione. Kiedyś lekarz mnie badający przy okazji jakiś badań okresowych mówił, abym to poszedł usunąc, że to chyba naczyniak ale strach mi nie pozwolił. Teraz to juz bardzo duża narośl i ciągle powoli rośnie. Proszę o poradę i słowa otuchy.