Niecałe 3 miesiące temu miałam zabieg łyżeczkowania po obumarłej w 8 tyg, ciąży. Z mężem staramy się na nowo jak tylko dostałam pierwszy okres po zabiegu. W tym cyklu okres dostałam 18 grudnia a dni płodne miałam od 27 do 31 stycznia - we wszystkie te dni współzyliśmy. 12.01 dostałam okres o jasnoczerwonym kolorze wraz z małymi skrzepami a dziś mam bardzo brazowe plamienia i dalej boli mnie podbrzusze.. dodam, ze zawsze boli mnie do 2 dnia okresu. Test zrobiłam 12.01 i wyszedł negatywny jednak mysli mnie coś innego.. od owulacji cały czas bolą mnie piersi i to coraz mocniej a od 6.01 boli mnie podbrzusze. Zaraz po owulacji zaczął boleć i bolał przez jakis czas w ciągu dnia i znika i znowu boli i znika i tak od tygodnia kilka razy dziennie. . Wiem natomiast kiedy miałam dni płodne bo uzywam pasków owulacyjnych. Pamiętam, że gdy wczesniej udało mi się zajść w ciąże musiałam zrobić morfologię bo miałam dostać antybiotyki i miałam sie upewnic czy nie jestem w ciązy i wynik wyszedł negatywny mimo, że byłam ponad tydzień po owulacji. Dziś 15.07 mam 37 stopni temp, pobolewają mnie sutki gdy dotykam i cały czas chodzę bardzo rozdrazniona - denerwuje się o byle co.. nie wiem czy jest sens robic test gdy w dniu spodziewanej miesiaczki wyszedł negatywnie i dostałam okres choć był inny niż wcześniejsze bo były skrzepy i kolor był bardzo jasny. Miałyście tak?