Mam pytanie czy częste (ale nieregularne) stosowanie tego preparatu jest szkodliwe? Przez jakiś czas często robiły mi się zajady w 1 kąciku ust, nijak nie byłam w stanie się ich pozbyć, po miesiącach walki wpadłam na pomysł potraktowania ust octeniseptem. Po dobie po zajadzie nie było śladu, ale ja jeszcze "profilaktycznie" psikałam lewy kącik ust tym preparatem. Po zajadzie nie ma śladu, ale na ustach na dole po lewej stronie zaczęła mi się nieustannie łuszczyć skóra, ja ją zrywałam lub odgryzałam, a ona od nowa odrastała taka poszarpana. Po kilku miesiącach tej łuszczącej się skóry poszłam do dermatologa. Pani dermatolog powiedziała, że widzi, że je żywo gestykuluje i mam taki mocny temperament i na pewno ciągle dotykam ust palcami (miała rację bo po rzuceniu palenia, nieustannie trzymam ręce przy buzi, trę wargi itp. - Bóg jeden wie dlaczego, robię to nieświadomie). Zapisała mi pimafucort i poldermin. Pimafucortem miałam smarować to miejsce 4 dni, a polderminem później w razie potrzeby. Po zastosowaniu polderminu natychmiast ta skórka zniknęła, więc nie smarowałam pozostałe 3 dni. Tylko myślałam, że już po sprawie, po tygodniu znowu się pojawiła (na pewno te łapy przy buzi trzymałam, nie panuję nad tym), więc ja ją tym razem polderminem, ale on tak spektakularnie nie działa niestety, więc posmarowałam ponownie pimafucortem i oczywiście po suchym miejscu. To jest błędne koło bo nie panuję nad tymi rękami, nawet jak się bardzo pilnuję to później łapię się na tym, że znowu pocieram palcami usta... No i chodzi o to, że ja od roku co kilka dni punktowo nakładam ten pimafucort, natycmiast schodzi, a jak się pojawia za jakiś czas (kilka dni) to z znowu. Wiem, że pimafucort zawiera steryd i nie jest to najlepszy pomysł nieustannie go aplikować, ale czy tak mała dawka (nakładam ociupinę na patyk do uszu i smaruję delikatnie ten suchy punkt) ale bardzo często i długo stosowana może być groźna???