Z moim partnerem łączy mnie długa i burzliwa historia, oboje mamy już po 30 lat. On wielokrotnie zawodził moje zaufanie, a także, w przeszłości - spotykając się ze mną, umawiał się z innymi kobietami - stąd też mój problem z ufaniem mu (on uważa, ze to MÓJ problem i żąda bym mu ufała, choć sam nic w tej kwestii nie robi). W tej chwili, od jakiegoś czasu jest (niby) wszystko dobrze - on chce byśmy założyli rodzinę, mieli dziecko (i to jest jego pomysł!), itp. Twierdzi, że mnie kocha. Tylko, że jednocześnie:
1. na grupie internetowej, którą skrzętnie przede mną ukrywał - prosi kobiety o wysyłanie nagich fotek, proponuje im rozmowy na priv, podnieca się ich półnagimi zdjęciami (teksty typu: "Krew mi z mózgu odplynela, nie mogę się napatrzeć, mogę umrzeć", "Naprawdę musisz mi to robić? Zaczynam mieć przyrost w prawej ręce. To się nie może tak skończyć", "Liczę na wiecej :*" itp.), słodzi im, wykazuje dla nich "troskę", wysyła buziaczki, martwi się o nie, rozmawia erotycznie i czule.
2. Nie mieszkamy obecnie razem (wcześniej, owszem) i on ze mną nigdy nie ma ochoty rozmawiać przez telefon, czy na fb, bo "nie ma czasu, bo to bzdury, bo chce spać", nie interesuje go co u mnie, sam się nie odezwie nigdy, telefon odbiera rzadko. Natomiast po nocach siedzi na swojej grupie i rozmawia z tymi kobietami.
3. Kilka miesięcy temu, gdy zaczynałam podejrzewać co może tam robić, powiedziałam jasno, że nie akceptuję czegoś takiego, że mnie to rani i upokarza. On najpierw pogadał, że to są bzdury, a potem przyrzekł, że nie będzie z nimi flirtował ani podniecał się nimi (zaznaczę, że podniecać to się może anonimowymi pornosami oraz, że nie zabraniałam mu "normalnych" rozmow z tymi laskami).
4. Teraz odkryłam, że przez cały ten czas za moimi plecami tak się zachowywał, mimo obietnicy.
I obłudnie przez ten cały czas jednocześnie ryczał po mnie, że powinnam mu w pełni ufać.
5. On nie widzi w tym nic złego, "nie ma sobie nic do zarzucenia", twierdzi, że jestem chora i mam się leczyć, że doszukuję się dziury w całym, a on ma prawo pisać takie rzeczy na necie, a nawet (jak odkryłam, że wyjątkowo intensywnie podrywał 2 laski) - podrywać i być chłoptasiem laski na necie, bo to "nie jest real".
6. Umawiał się z nimi na spotkania, mi mówiąc, że ma robotę - wprawdzie nie wiem, czy do nich doszło, wypiera się, ale intencje - były. On na to twierdzi, że gadać to se może, to nie znaczy że to zrobi. (nawet jeśli do spotkań nie doszło, to jest wszystko powyżej).
7. Nie, nie można się tu dopatrywać braku seksu ze mną, bo chcę go częściej niż on i jestem w tej kwestii namiętna i pomysłowa.
8. Zanim to wszystko wyszło, po ostatniej byle kłotni - on od razu napisał do swojej byłej kochanki (tej "realnej", nie z neta)
Co ja mam zrobić? On nie ma sobie niczego do zarzucenia. Twierdzi, że to ja mam się leczyć.