mam 58 lat, a na nerwicę leczę się ok 25 l, jest już w miarę ok, ale cały czas biorę dawki podtrzymujące: oxazepam pół tabl. rano i na noc doźepin 10 mg. (na noc obyła bym się, ale tak dla asekuracji psychiatra zalecił) i lepiej śpię. Rano biorę bo nie mogę pozbyć się lęków, mam problemy z poruszaniem sie po swojej nie dużej miejscowości ( w miejscach gdzie miałam ataki paniki, jest problem, na otwartej przestrzeni itp.) ostatnio dlatego mój psychiatra zapisał dodatkowo rano pół tabl. parogenu, trochę się bałam zaczynać używać, ale wczoraj się skusiłam i wzięłam tyko ćwierć tabletki, bałam się że nie wiadomo jak zareaguję (sama podświadomość też tu działa), no i na razie jest "jako tako", tzn. czuję się w miarę, wiem, że na właściwe działanie trzeba czekać. Proszę o poradę, czy zostać przy tej dawce, którą sama sobie biorę, czy tak jak lekarz zalecił, czy po czasie zwiększyć do tej zaleconej. Wczoraj poczytałam na innym forum o tym leku, to najczęściej sobie chwalą. Też jestem ostrożna, bo początki nerwicy były bardzo ciężkie, a leki nie zawsze trafione i panicznie się boję przechodzić tej męki co było. Teraz dość fajnie funkcjonuję, dorabiam sobie, więc mam obowiązek, pomagam przy wnuczkach, ale tak bardzo bym chciała być wolna od tych lęków, normalnie chodzić i jeździć gdzie się chce, bo teraz to poza swoją miejscowość się nie ruszam, poroszę o poradę i pozdrawiam