Witam, jestem kobietą, mam 19 lat.. moje dolegliwości to parestezje (z tego co udało mi się dowiedzieć) od ponad roku, byłam z tym u lekarza rodzinnego nie raz, jednak nie wiedzą co ze mną zrobić, ponieważ badania krwi są w normie. Poza podwyższonym poziomem eozynocytów, wszystko jest ok. Mój problem polega na tym, że często w dłoniach (zwłaszcza w godzinach wieczornych) czuje okropne przeszywające fale gorąca. Korzystanie z komputera jest wtedy wręcz niemożliwe, bo nawet zimą, gdy całe ciało ma normalna temperaturę (tak czuję) to dłonie mnie palą, odruchowo muszę dotykac zimnych przedmiotów, wymachiwać rękoma by ulżyć sobie w tym nieprzyjemnym uczuciu. Moje żyły robią się nabrzmiałe jakby zaraz miały pęknąć, co kilka minut biegam pod kran z zimną wodą, bo to również przynosi mi ulgę. W dodatku w prawej ręce wystąpiło u mnie "kopnięcie prądem" i to nie takie wrażenie, co przy uderzeniu się w łokieć, a silne kopnięcie prądem, zupełnie jakby poraził mnie taki prawdziwy. Poza tym, to nierzadko w prawym udzie moja skóra po jednej stronie jest drętwa, przy drapaniu ud (dla testu) po tej jednej stronie czuje dużą róznicę, jakby to nie była moja skóra lub gdyby te miejsce było znieczulone (jak pół twarzy przy ekstrakcji zęba). Musi być jakaś przyczyna tych dziwnych zjawisk, tylko nie wiem w jakim kierunku pójść, by ich szukać. Czuje, że mój problem jest bagatelizowany przez lekarzy pierwszego kontaktu, a te dłonie na prawdę są męczące, palą tak bardzo, że powoli tracę nadzieję na normalność, nie raz musiałam rezygnować z prac wykonywanych ręcznie, kiedy ten problem znów mnie dotykał. Liczę na jakieś rady, wskazówki, cokolwiek. A może ktoś miał podobny problem? lub zna kogoś, z podobnym problemem?
Pozdrawiam.