Witam! Postaram się opisać problem najdokładniej jak to możliwe w nadziei, że znajdzie się ktoś, kto będzie mógł mi pomóc.

Otóż – jestem facetem, mam 24 lata. Jestem blondynem o jasnej karnacji, niebieskich oczach. Zawsze miałem akcje typu czerwienienie się w stresowych sytuacjach, przy zakłopotaniu, wysiłku fizycznym itp. W głównej mierze była to kwestia braku pewności siebie, pracowałem nad tym sporo i problem został zminimalizowany. Zauważyłem jednak, że moja twarz staje się również czerwona w innych sytuacjach, na przykład takich jak zmiana temperatur. Zacząłem stosować kosmetyki do cery naczynkowej. Najpierw kremy z serii Ziaja, następnie, kiedy doszedłem do wniosku, że już mi właściwie nie pomagają, przerzuciłem się na Niverosin. Do tego momentu wszystko było w porządku. Przykładowo – brałem prysznic, moja twarz była cała czerwona, chwilę po tym kładłem krem Ziaja, który wykorzystywałem tylko do nawilżenia, a kilka chwil po tym Niverosin – twarz się wyciszała, zaczerwienienie niemal całkowicie zniwelowane. Nawet przy zmianie temperatur, czynnikach stresowych itp., nie miałem problemów. Teraz niestety mam rumieniec na twarzy już bez przerwy – szczególnie zaczerwienione są policzki i nos.

Moja praca odbywa się w budynku, w którym codziennie spotykam się z klimatyzacją, sztucznym oświetleniem i jest dużo komputerów. Pracuję tam prawie 2 lata, jednak problem istnieje od kilku miesięcy, przez długi czas wszystko było zupełnie normalnie.

Zaczynam pracę i czuję jak z każdą kolejną godziną moja twarz staje się coraz bardziej gorąca, wysuszona i czerwona, do tego zaczyna coraz mocniej piec. Jeśli spędzam w pracy pełną zmianę (12 godzin), to jest po prostu tragedia – czuję się tak, jakbym został poparzony jakimś środkiem chemicznym. Piecze wszystko – nos, czoło, policzki. Do tego dochodzą ciągle nawracające problemy z oczami – zapalenia spojówek, zaczerwienienia, czasem zamglone widzenie.
Stosuję sztuczne łzy i na problemy inne niż zapalenie spojówek pomaga, ale jeśli już pojawi się zapalenie, to przez kilka dni jest całkowity dramat.

Odbyłem już wizytę u dermatologa, stwierdził u mnie trądzik różowaty – pierwszy etap – ciągły rumień na twarzy. Dostałem Rozex i stosowałem go przez jakieś 3 tygodnie – początkowo dwa razy dziennie, potem tylko na noc, bo ani trochę nie niwelował zaczerwienień. Do mycia twarzy żel z Pharmaceris do cery naczynkowej z trądzikiem różowatym. Do tego krem na dzień – Pharmaceris R Lipo-Rosaglin i po kilkunastu minutach krem z filtrem 30 też Pharmaceris. Stosowałem i stosuję nadal, efektów w postaci redukcji rumienia na co dzień praktycznie brak. Podczas drugiej wizyty nie dowiedziałem się niczego, czego już bym nie usłyszał, lub nie wyczytał na portalach medycznych w artykułach traktujących o trądziku różowatym. Nie da się wyleczyć, a jedynie zaleczyć, że lasery, ale jedynie w okresie jesienno-zimowym, że najważniejsze to dbać o twarz i nie dopuścić do dalszego rozwoju choroby i tak dalej. Jasne, to oczywiste i przyjmuję to do wiadomości, choć nie potrafię zrozumieć jak na przestrzeni zaledwie kilku chwil – kilku miesięcy, stan mojej twarzy mógł ulec tak ogromnemu pogorszeniu. Dostałem receptę na Mirvaso i pomimo całego ogromu negatywnych opinii z którymi można się spotkać w sieci, poleciałem do apteki. Użyłem ten preparat może z 4-5 razy, zawsze w bardzo minimalnych dawkach, bałem się efektów ubocznych o których tak wiele napisano. Pierwszego dnia w pracy faktycznie Mirvaso pomogło mi – mimo poczucia dyskomfortu i pieczenia, nie byłem czerwony. W kolejnych dniach już nie pomagało, ale stosowałem niewielkie dawki – tak jak pisałem wcześniej, bałem się ewentualnych „odbić”, skutków ubocznych. Przestałem stosować, aby ewentualnie nie pogorszyć stanu.

Wspominałem wcześniej o pracy i wspomnę po raz kolejny, bo właśnie tutaj jest największy problem. Jeśli nie idę danego dnia do pracy, stosuję swoją normalną pielęgnację, moja twarz nie jest może i blada, są jakieś rumieńce, ale jest to stan, który mogę zaakceptować i z którym mogę ewentualnie poczekać do laserów, do jesieni. Piekło zaczyna się kiedy jestem w pracy. Nie mam pojęcia czym może to być spowodowane. Co najgorsze, obawiam się, że podobne objawy będę odczuwał w każdym tego typu środowisku (sztuczne oświetlenie, komputery, klimatyzacja), a przecież w dzisiejszych czasach jest to standard. Co mnie również martwi to to, że przez długi czas funkcjonowałem w tym wszystkim przecież całkowicie normalnie, nie miałem żadnych tego typu problemów. Co zatem mogło się wydarzyć? Jak to zatrzymać, odwrócić i wyleczyć? Do kogo się kierować, jakie badania przeprowadzić?

Kiedy zgłosiłem się do dermatologa i przedstawiłem sytuację, uważałem, że stan palenia, odczuwania wręcz tego „poparzenia” twarzy kiedy jestem w pracy, może być spowodowany stosowaniem Niverosinu – po prostu czułem, że tak jest, po zastosowaniu tego kremu czułem, że moja skóra staje się jakby bardziej sucha, ale i dobrze maskowało zaczerwienienia (ostatnio powróciłem do stosowania, nie maskuje już tak jak przedtem, moja twarz jest nadal czerwona.. chociaż i tak jakiś tam minimalny efekt chyba daje). Powiedziałem o tym dermatolog, widocznie uznała, że mam rację i nie poruszaliśmy już tego tematu. Odstawiłem więc Niverosin, zacząłem stosować to, co zostało mi przypisane. No i cóż.. moja skóra stała się bardziej nawilżona, to fakt, wcześniej nie stosowałem żadnych kremów nawilżających. Pojawiła się jakaś tam poprawa w pracy – co prawda dalej robiłem z każdą godziną coraz bardziej i bardziej czerwony, ale nie odczuwałem już aż tak dotkliwego pieczenia i dyskomfortu (co nie znaczy, że zniknęło to całkowicie, po prostu było mniej odczuwalne i nie zaczynało się od samego rana, tylko powiedzmy po 2-3 godzinach). Po kilku dniach jednak dolegliwość powróciła z ogromną siłą. Ostatnio w pracy miałem 12-godzinną zmianę. Do około godziny 14 dolegliwości były odczuwalne, ale nie na tyle, bym nie mógł się zupełnie na niczym innym skupić. Po tym czasie zacząłem odczuwać coraz bardziej dokuczające palenie, pieczenie, ściągnięcie i wysuszenie. Co prawda na zewnątrz skóra była pokryta delikatną warstwą kremu, więc niby nie była ona wyschnięta, ale, jak zresztą zawsze przy tej okazji – odczuwałem takie jakby wysuszenie od środka. Ratowałem się wtarciem kolejnej dawki kremu Pharmaceris R Lipo-Rosaglin, co po kilkunastu minutach przyniosło pewne ukojenie jeśli chodzi o pieczenie i poczucie wysuszenia, jednakże po jakichś dwóch godzinach, wszystko powróciło. Próbowałem raz jeszcze się uratować w ten sposób, jednak już nie pomogło. Po wyjściu z pracy czułem jakby moja twarz była dosłownie poparzona. Bolesna, piekąca, czerwona maska. Dramat. I tak się dzieje za każdym razem, kiedy idę do pracy. O co tutaj może chodzić, co powinienem zrobić, jakie mogą być przyczyny takiego stanu rzeczy?

Nie podejmuję już nawet wątku psychologicznego w tym wszystkim, to osobny temat, ale staram się jakoś trzymać. Mam nadzieję, że wkrótce znajdę rozwiązanie, bo na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy moje życie uległo przemianie o 180 stopni.