Witam! Jakoś 2 lata temu zaczęły pojawiać się u mnie objawy zbliżone opisem do epilepsji skroniowej, są to "ataki" przypominające deja vu tyle, że przy tym mam nieodpartą potrzebę np. podejścia gdzieś lub zrobienia czegoś. Zawsze jak mam taki przypadek mówię do osób, które ze mną przebywają aby nic do mnie nie mówiły. Czuję się wtedy jakby we śnie i wydaje mi się, że słyszę jakieś głosy w głowie choć tak naprawdę w pomieszczeniu jest cisza. Po całym zajściu, które trwa różnie od kilku sekund do nawet 5 minut, zaczyna mnie boleć głowa (nie jestem w stanie teraz odpowiedzieć, która część głowy) i czasem robi mi się niedobrze. Przypominam sobie, że takie przypadki miałem także 6-7 lat temu, jednak nie przejmowałem się tym zbytnio bo były one rzadko i wtedy twierdziłem, że to zwykły przypadek deja vu. Jak wyżej wspominałem od 2 lat miałem je coraz częściej zdarzało się to 2 razy dziennie, raz w tygodniu itd. teraz jakoś od 2-3 miesięcy nie miałem nic takiego, czasem wydawało mi się, że zaraz się zacznie ten atak lecz tak jakby "przechodziło".
Tu zadam już pytania:
1. Czy to możliwe, że ta padaczka skroniowa sama przeszła?
2. Jeśli nie miałem długo takich ataków to na badaniach eeg nic nie wykaże?