Witam. Od 4 lat męczyłem się z ostrymi dusznosciami, lekarze stwierdzali kolejno "zapalenia oskrzeli/płuc, alergie, astmy i wiele innych, dostawałem skierowania do szpitali itd. Z uwagi ze unikam ich jak ognia nie poszedłem. Zapisałem sie 7msc temu do alergolog a, za miesiąc mam wizytę. Brałem do tąd wszystko "leki antyhistaminowe które srednio pomagały, witaminy i rok sterydy po których było dobrze przez ok pare godzin. Dusiłem sie do tego stopnia ze byłem siny i blady i miałem problem z mówieniem. Z regóły w nocy i przy wysiłku. W styczni zachorowałem na półpaśca i brałem mocne leki antywirusowe, juz po 3 dniach brania leków przestało mnie dusić, nie dusi mnie aż do dziś ani w nocy ani przy ostrym wysiłku, znów zacząłem biegać i ćwiczyć i żyć jak dawniej Kiedyś nie było nocy żebym nie świstał czy sie dusił. Pytanie moje jest następujące czy jest możliwość ze te duszności były spowodowane jakimś wirusem który męczył mnie aż 4 lata i nie był zdiagnozowany? Może jakieś zagrzybienie organizmu z którym te leki sobie poradziły? Kiedy zaczęło mnie dusić mój młodszy brat cierpiał na zagrzybienie organizmy, też go dusiło ale bral leki i mu przeszło. U mnie objawy z początku były dużo słabsze i z czasem rosły. Nie miałem nigdy na nic alergia ale każdy twierdził ze to alergia choć nie miałem żadnych innych objawów jak dusznosci.